Nieczęsto przyjeżdżam do Poznania, w którym zasadniczo spędziłam większość mojego dzieciństwa i połowę czasów studenckich.
Uświadomiłam sobie też, że od kilku lat nie potrafię tak naprawdę wskazać żadnych wspomnień, które wiązałyby się z wizytami w tym mieście. Nie pamiętam ulubionych niegdyś ulic; św. Marcin, 27 grudnia i Półwiejska jakby zblakły mi w głowie. Przemykam nimi, przebiegam, kierując się od razu w stronę rzeki lub pubu, w którym umawiam się z dawno niewidzianymi znajomymi. Continue reading

Varia

Oddajcie mi miasta

Niegdyś ślicznymi ulicami zawładnęły banki, zaklejając parterowe okna kamienic ohydnymi foliami, na których reklamują kolejną nikogo-nie-interesującą lokatę czy pożyczkę. W ślad za nimi poszły sklepy spożywcze, które oblepiły swoje witryny groteskowymi, olbrzymimi butelkami wódki i kawałkami mięsa.

Obrazek

Obejrzałam sobie wczoraj film Obrońcy skarbów (Boże, wybacz wydawcom polskiej dystrybucji filmu beznadziejność przekładu tytułu, który w oryginale brzmi The Monuments Men). Nie będę jednak pisać o samym filmie, którego fabuła skoncentrowana jest wokół próby powstrzymania niszczenia dzieł sztuki europejskiej podczas drugiej wojny światowej (w tym celu powołana zostaje specjalna grupa konserwatorów – rzeczoznawców, którzy po krótkim przeszkoleniu wojskowym udają się na front i rozpoczynają arcytrudną misję – jak to w przyzwoitych filmach przygodowych bywa); powiem jedynie, że warto go obejrzeć (a jak dobrze wiecie, rzadko zdarza mi się powiedzieć cokolwiek pochlebnego na temat jakichkolwiek produktów kinematografii).

W filmie pada jednak w pewnym momencie bardzo ważne pytanie: czy dzieło sztuki warte jest poświęcenia ludzkiego życia? Czy śmierć w obronie dorobku artystycznego (który jest wszak częścią szerszego dziedzictwa kulturowego, czy też cywilizacyjnego) ma sens? A może to próżne przelanie krwi, bezwartościowa i głupia strata człowieka, który żyjąc (kosztem istnienia rzeźby Michała Anioła, czy też obrazu Hieronima Boscha) mógłby dokonać wielu więcej wartościowych rzeczy…?

Każda wojna to zło. To kwintensencja podłości i okrucieństwa. Wiem to mimo, że żadnej nie przeżyłam; nie zapomnę jednak wrażenia, które wywoływały we mnie przesuwające się w telewizji obrazy wojny na terenach byłej Jugosławii, które oglądałam jako mały dzieciak w wieczornych wiadomościach. Śmierć, cierpienie i zniszczenie, które niesie z sobą wojna, to jedna z najbardziej przerażających rzeczy, jakie przychodzą mi do głowy, kiedy myślę o tym, czego się boję.

I tak też przypominam sobie jedną z moją ulubionych książek – Rzeźnię numer 5 Vonneguta. Te pięćset tysięcy ludzi, które giną w nalocie na Drezno. Zdjęcia powalonego na kolana miasta, które potem oglądam (złamana sylwetka katedry, bryły smutnych, szczerniałych i wyludnionych kamienic). I postać Anglika idącego przez rosyjską tajgę, który myje zęby śniegiem (bo gdyby przestał, straciłby tym samym resztkę swojej kultury, oddzieliłby się od cywilizacji, która go stworzyła i która jest w jego oczach jedyną nadzieją na przetrwanie tej wojny).
Podobnież; ewakuacja Luwru. I smutny strażnik stojący obok opustoszałych ram po obrazach klasycznych mistrzów… przesmutny, tragiczny widok. Płonące książki na berlińskim Bebel Platz… zalana londyńska biblioteka. Polscy profesorowie ginący w obozach zagłady.

A więc kultura. Cywilizacja.
Nie oddam życia za kraj, w którym żyję, ale oddam je za kulturę, która mnie wychowała, która dała mi wolność myślenia, odczuwania, uczenia się historii i filozofii, rozumienia literatury i potęgi ludzkiej ciągłości cywilizacyjnej. Kultura europejska – bo o niej tu mówię – choć zbudowana na krwi, na imperialnych zapędach szaleńców, wreszcie – na niedoli milionów wykorzystywanych w takim czy innym systemie politycznym prostych ludzi wierzących w medialne przekazy, wcześniej zaś – w słowa wypowiadane przez stojące u władzy osobistości (nieważne, czy świeckie, czy też poświęcone przy tronie Piotrowym – władza ma bowiem wiele wymiarów i bywa trucicielsko aksamitna), po wielu stuleciach uświadomiła samej sobie, że wojna jest złem.

… Wojna jest złem. Jeśli ktokolwiek z Was myśli inaczej – sięgnijcie po Remarque’a i popatrzcie na siedemnastoletnich chłopców żyjących mitem potęgi Wielkich Niemiec, którzy potem w okopach (nomen omen – Wielkiej Wojny) giną od pełznących po ziemi gazów bojowych, giną w błocie, rozkładzie i krwi przyjaciół, a Heimat staje się niczym więcej, niż sfalsyfikowanym mitem.

Czy warto umierać za dzieła sztuki, za kulturę?

A jeśli nie za nie, jeśli nie za cywilizację, za nasze człowieczeństwo, to za co…?

Kultura, Sztuka

O bezsensie wojny i wartości sztuki

Każda wojna to zło. To kwintensencja podłości i okrucieństwa. Wiem to mimo, że żadnej nie przeżyłam; nie zapomnę jednak wrażenia, które wywoływały we mnie przesuwające się w telewizji obrazy wojny na terenach byłej Jugosławii, które oglądałam jako mały dzieciak w wieczornych wiadomościach. Śmierć, cierpienie i zniszczenie, które niesie z sobą wojna, to jedna z najbardziej przerażających rzeczy, jakie przychodzą mi do głowy, kiedy myślę o tym, czego się boję.

Obrazek

Kiedyś miałam swoje ulubione księgarnie. Wchodziłam i potrafiłam tonąć na długie godziny, a potem rozpaczać przy kasie, bo oto znów – gotówka topnieje za szybko, a ręce się urywają, ale dobrze jest wracać do domu z torbą znacznie cięższą od kilku nowo zakupionych tomów. Zwykłam przynosić – z każdej takiej wyprawy – kawał dobrej humanistyki do domu, obejmującej mniej lub bardziej znanych autorów z zakresu filozofii, lingwistyki czy też antropologii i socjologii. Rzadziej kupowałam beletrystykę – tę wolałam konsumować korzystając z bibliotek. Ja nie o tym jednak, bo… Continue reading

Książki, Kultura, Varia

Denerwują mnie książki

Kiedyś miałam swoje ulubione księgarnie. Wchodziłam i potrafiłam tonąć na długie godziny, a potem rozpaczać przy kasie, bo oto znów – gotówka topnieje za szybko, a ręce się urywają, ale dobrze jest wracać do domu z torbą znacznie cięższą od kilku nowo zakupionych tomów. Zwykłam przynosić – z każdej takiej wyprawy – kawał dobrej humanistyki do domu, obejmującej mniej lub bardziej znanych autorów z zakresu filozofii, lingwistyki czy też antropologii i socjologii.

Obrazek

Jeszcze, gdy jadę pociągiem na południowy wschód, słońce zaczyna płożyć się złotą poświatą na polach, wśród traw, z których wstaje mleczna, wieczorna mgła. Niebo różowieje, powoli się zmierzcha i wiem, że oto zaczyna się najpiękniejsza spośród pór roku, mój marco-kwiecień, a czasem marco-luty jeszcze, dojmujący zimnem przed świtem i pachnący wilgocią zgniłych poprzedniej jesieni liści. Continue reading

Zapiski z podróży

Zapiski z podróży (V)

Tym razem Lublin to szmer rzeki i stary most kolejowy, śpiewający odległym pogłosem pociągów towarowych jadących na zachód. To Kręta, to Wspólna, to gasnące światło dnia i zapach traw, i zimno wkradające się pod ubranie niepostrzeżenie jak noc. To głosy ludzi, krzyki, trzaski, nieułożenie biedy, jej nieprzystawanie do rzeczywistości, jej nadrzeczywistość; bo bieda zatrzymała tu czas wiele lat temu, by spełzać powoli ze świata jak farba z zaniedbanych, pokruszonych poręczy przy schodach.

Obrazek