SamSeks #4: Niewyrażalne

 

Nazwać tęsknotę. Opowiedzieć miłość. Opisać – ubogim, koślawym językiem, przywykłym do codziennego dopasowywania się do ram pragmatyzmu, jakie dla niego wyznaczyliśmy.

Wyrazić, czy też ująć w karby języka cokolwiek, to znaczy tyle, co nadać temu realność istnienia; dopóki nie opowiem Innemu swojej miłości, ten nie wie, że jest przeze mnie kochany. Nie wie też, jak wielką walką jest wypowiedzenie bądź niewypowiedzenie miłości. A może wie…? Może walczy dokładnie z tą samą niemożnością podjęcia decyzji, może w beznadziejnym, nie mogącym zsumować się nigdy rachunku próbuje zestawić zyski i straty…?

Wszystko, co powiem, będzie niedoskonałością. Będzie jedynie pogłosem, echem tego, co czuję; w najpotężniejszych, ludzkich słowach wszystkich języków, jakimi potrafię mówić, moja mowa wciąż będzie niczym.

Niewyrażalne. To, co nazywamy miłością, jest niewyrażalne. I nigdy nie zrozumiem obsesji większości z nas, którzy chcemy tę niewyrażalność zbyć, lub ponad nią się wznieść; bo to nie miłość nas zamieszkuje. I nie nam nad nią panować, nie nam ją nazywać, definiować, kształtować. To my zamieszkujemy swoją miłość.

Kto chce prowadzić swoją miłość, jest mniejszym człowiekiem.

Gosia Rybakowska
  • Jest niewyrażalne. Ale warto podejmować próbę wyrażenia :)