Modlę się śpiewem. Zapiski z podróży (IV)

Okruchy Kultury - Modlę się śpiewem. Zapiski z podróży (IV)

Co dzień rano staję
Przed świętym, świętym cieniem
Chylę głowę panie

Anna Szałapak, Tchnienie

Każda droga prowadzi nas zawsze w inną drogę i – najpewniej – nigdy nie zjawiamy się w tym samym miejscu po raz drugi.

Z nadejściem zimy mistyka podróży staje się szczególna – biel ścieląca się na polach, drewniane domy rzucone pod las, gdy jadę na południowy wschód. Wita mnie ciepłem, tajemnicą, delikatną, skrzącą się od srebrnego śniegu nocą. Kiedy zagłębiamy się w miasto kościołów, w głowie rozbrzmiewa mi muzyka, złączona z krokami ludzi wielu ras i kultur, jacy kiedyś przemykali zaśnieżonymi, wąskimi ulicami, chroniąc się przed nadciągającym zmrokiem.

Modlę się ze szczęścia i z tęsknoty, modlę się o dobry dzień i o spokojną noc. O łagodność świata, o czułość czasu. Modlę się zawsze śpiewem, cicho, wsłuchując się we własne kroki. I chyba nie potrafiłam nigdy inaczej, niż wyśpiewać całą radość, wszystkie marzenia, ale i wdzięczność, pokorę, spokojne uświadamianie sobie celów. Modlitwa w śpiewie jest opowieścią. Głęboką, choć czasem dziecinną – opowieścią o nas samych i wszystkim, co piękne wokół.

 Modlę się śpiewem, bo w muzyce, w śpiewie zapisuje mi się świat. Jak w zapachach, jak w unoszących się znad lasów o świcie mgłach. Dźwięki zaś – w przeciwieństwie do słów i obrazu – mają tę fascynującą właściwość bycia niezmiennymi w czasie – zapamiętuję je całą sobą i wiem, że pamięć nigdy nie zwróci się przeciwko mojej obsesji dokładności – słyszę i śpiewam zawsze tę samą melodię. Śpiewając zaś najpełniej zachwycam się światem.

Zachwycam się miastem. W głowie mam melodię, i tylko za mało czasu, by przed świtem przysiąść w jednym z najwyższych punktów, spojrzeć na lśniące we wschodzącym słońcu dachy i zaśpiewać, zaśpiewać modlitwę o różowy zachód słońca i dobrą podróż.

Gosia Rybakowska