Płonie już ogień nad Adlerhorst

Pod klifem idzie się ciężko. Brnie się właściwie – morze w tym miejscu przykryło wąski przesmyk plaży kamieniami, które nieustannie obmywane przez wodę pozornie tylko dotykają stóp lepką, wilgotną zielenią wodorostów; w rzeczywistości wystarczy jeden nieostrożny ruch, by woda zabarwiła się czerwienią, a zanurzone w słonej przejrzystości stopy przeszył ból od rozcięcia. Czytaj dalej

Mały tekst o bólu

Okruchy Kultury - Mały tekst o bólu

Every day I travel
To keep my mind quiet in its cage
Every night I’m dancing
With the images I generate

Szepty, szmery. Strach i nieutulenie. Podskórna, rwąca rzeka, a czasem jedynie ćmienie, które majaczy gdzieś na granicy snu przed świtem, tuż pod powiekami. Jakiś czas temu zrozumiałam, że to nie tak, że coś nas boli, że doznajemy bólu; nie. My poruszamy się przez ból i w bólu istniejemy. Jak w przestrzeni, jak w czasie. Przez ból uczymy się świata. Może pełniej, niż przez rozkosz, przez spokój, szczęście. Czytaj dalej

(Nie)nazywam się Ona

Jacek Malczewski - Artysta i chimera
Jacek Malczewski – Artysta i chimera

Podobno nazywając świat, dookreślamy, oswajamy rzeczywistość, w której żyjemy. Wszystkiemu nadajemy imię; to jest ginko biloba, a to – hedera helix. Niedoskonałym, ludzkim językiem nazywamy swoich bogów i państwa, w granicach których żyjemy – pradawne Noricum – obco brzmiąca nazwa, złowroga i tajemnicza, określająca ziemię chłodnokrwistych ludzi żyjących po drugiej stronie granicy – limes – wytyczającej ramy starego świata Cesarstwa. To, co nazwane, jest nasze – tożsame, oswojone, zbadane.

I sobie samym nadajemy imiona; bo tylko mając imię, zyskujemy tożsamość, odcinając się wyraźnie od Innego – wyznaczając granice siebie i swojego panowania, opowiadając światu: patrz, oto Ja i wszystkie moje dokonania. Nadając sobie imiona, ludzie stworzyli fascynujące uniwersum symboliki, zaklinając w niej wszystkie swoje marzenia o sile, potędze i długotrwałości własnego istnienia… Stało się też tak, że przynajmniej część z nich się wypełniła; bo czy jest coś, co idzie za człowiekiem przez stulecia bliżej jego istoty, niż imię właśnie – więcej – niż jego nazwisko? Czy bez nazwisk cytaty miałyby tę samą moc…? A wynalazki? A punkty zwrotne w historii świata, traktaty, wojny, akty…?

Nie. Nie… i może dlatego właśnie tak trudno jest mi pogodzić się z tym, że w świecie, w którym imię i nazwisko jest ponadwidzialną reprezentacją tego, że jestem, nie mam własnego. Jestem kobietą; jestem Ona. Nie nazywam się, bo wszystko, co mam, to nazwisko ojca. Niewiele mam w swoim imieniu; jest powtarzalne, jest jak nieistotność nadana mi ot, jedynie po to, bym nie była to. By można odróżnić mnie od inwentarza na starość, by za młodu można było przez chwilę wymawiać to imię z odrobiną tylko słodyczy.

Dlaczego kobiety nie mają nazwisk? Dlaczego – przez tysiąclecia – przynależymy wpierw do ojca, potem zaś do męża? I czy nie jest tak, że ta semantyczna nierówność, to pierwotne, zapomniane niemal dookreślenie podległościwłasności na zawsze zdefiniowało wynik wszelkich potyczek o miejsce, które zajmujemy w świecie…? Inaczej wręcz: o to, jaką częścią świata jesteśmy?

I co stanie się, gdy pierwsza z nas postanowi nazwać się sama?

Gdy zwierzę zaczęło śnić o innym zwierzęciu

Autoportret, 2010 rok.
Autoportret, 2010 rok.

Ten błahy gest […] kontynuuje inna część mnie;
przechodzi od prostej funkcji do olśniewającego sensu, prośby o miłość. Sens elektryzuje moją rękę; rozedrę nieprzejrzyste ciało Innego, zmuszę, by weszło w grę sensu;
SPRAWIĘ, ŻE BĘDZIE MÓWIŁO.

Barthes, Fragmenty dyskursu miłosnego

Nie wiem, co to jest miłość. Nie wiem też, czym jest erotyzm… Słyszałam wielokrotnie, że to ta nieskończenie odrażająca część ludzkiego życia, która odbiera nam głębię; ale czy może to być prawdą? Czy stojąc nago przed lustrem możesz uwierzyć, człowieku, że Ty sam – to wszystko, co widzisz – to największe upokorzenie, jakiego doznajesz w ciągu całego swojego życia…? Paradoks; wstydliwa nagość, obłożona przez wieki tym mnóstwem zakazów, tabu i ograniczeń – to przecież najbardziej Ja – stoję przed lustrem i dotykam swojego odbicia… Czytaj dalej

Skąd władza?

Gdynia, wrzesień 2013
Gdynia, wrzesień 2013

Nie wierzę w dominację przemocy,
w jej siłę i możność zniszczenia, zwyciężenia dobra.

14 czerwca 2013, Ustronie Śląskie

Niewiele zmieniło się od czasu, w którym narodził się podobno historyczny już typ społeczeństwa, gdzie władza funkcjonowała jako mechanizm ściągania daniny, wymuszania produktów, dóbr, usług, pracy i krwi. Niewiele, mimo, że pozornie żyjemy w zupełnie już innej rzeczywistości, definiowanej przez partnerstwo, standardy i kooperację. Może i zniknął znad głowy człowieka miecz, który groził karą śmierci za wyłamanie się spod kurateli władzy; może i przyszła łagodność, a miejsce kary zajęła administracja – może. Pozory jednak mylą – władza, choć aksamitna, jest bardziej okrutna, niż kiedykolwiek wcześniej. Czytaj dalej

Modlę się śpiewem. Zapiski z podróży (IV)

Okruchy Kultury - Modlę się śpiewem. Zapiski z podróży (IV)

Co dzień rano staję
Przed świętym, świętym cieniem
Chylę głowę panie

Anna Szałapak, Tchnienie

Każda droga prowadzi nas zawsze w inną drogę i – najpewniej – nigdy nie zjawiamy się w tym samym miejscu po raz drugi.

Z nadejściem zimy mistyka podróży staje się szczególna – biel ścieląca się na polach, drewniane domy rzucone pod las, gdy jadę na południowy wschód. Wita mnie ciepłem, tajemnicą, delikatną, skrzącą się od srebrnego śniegu nocą. Kiedy zagłębiamy się w miasto kościołów, w głowie rozbrzmiewa mi muzyka, złączona z krokami ludzi wielu ras i kultur, jacy kiedyś przemykali zaśnieżonymi, wąskimi ulicami, chroniąc się przed nadciągającym zmrokiem.

Modlę się ze szczęścia i z tęsknoty, modlę się o dobry dzień i o spokojną noc. O łagodność świata, o czułość czasu. Modlę się zawsze śpiewem, cicho, wsłuchując się we własne kroki. I chyba nie potrafiłam nigdy inaczej, niż wyśpiewać całą radość, wszystkie marzenia, ale i wdzięczność, pokorę, spokojne uświadamianie sobie celów. Modlitwa w śpiewie jest opowieścią. Głęboką, choć czasem dziecinną – opowieścią o nas samych i wszystkim, co piękne wokół.

 Modlę się śpiewem, bo w muzyce, w śpiewie zapisuje mi się świat. Jak w zapachach, jak w unoszących się znad lasów o świcie mgłach. Dźwięki zaś – w przeciwieństwie do słów i obrazu – mają tę fascynującą właściwość bycia niezmiennymi w czasie – zapamiętuję je całą sobą i wiem, że pamięć nigdy nie zwróci się przeciwko mojej obsesji dokładności – słyszę i śpiewam zawsze tę samą melodię. Śpiewając zaś najpełniej zachwycam się światem.

Zachwycam się miastem. W głowie mam melodię, i tylko za mało czasu, by przed świtem przysiąść w jednym z najwyższych punktów, spojrzeć na lśniące we wschodzącym słońcu dachy i zaśpiewać, zaśpiewać modlitwę o różowy zachód słońca i dobrą podróż.

Przechodząc przez Gorbio zatrzymaj się…

Gorbio, Alpes-Maritimes, Provence-Alpes-Côte d'Azur - czerwiec 2013.
Gorbio, Alpes-Maritimes, Provence-Alpes-Côte d’Azur – czerwiec 2013.

Droga z Menton do Gorbio wiedzie nieustannie w górę. To wznoszenie się jest cierpkie, niemal mdlące – bo oto powietrze nagrzewa się do nieprzyzwoitej trzydziestki, która wnika w asfalt, w wybieloną przez erozję, wapienną skałę górskiego zbocza, w zielone, mięsiste liście drzewek oliwnych, radośnie obytych ze słońcem. Czytaj dalej

Nie wiem, co to jest miłość

Okruchy Kultury - Nie wiem, czym jest miłość
Berlin, październik 2013

And I’d choose you;
in a hundred lifetimes, in a hundred worlds, in any version of reality,
I’d find you and I’d choose you.
– the chaos of stars

Nie wiem, co to jest miłość… Ale słyszałam, że w Japonii oznacza ona całkowite oddanie, zawierzenie siebie, podarunek z własnego życia składany w ręce drugiego człowieka. Podobno, symbolicznie, najmocniej wyraża się w momencie, gdy mężczyzna ofiarowuje kobiecie liść miłorzębu. Czytaj dalej