O sensie seksu

Okruchy Kultury - mały tekst o seksie

Rozciągnięcie kontroli nad społeczeństwem nigdy nie było łatwym zadaniem. Człowiek z natury jest istotą, która władzy podlegać nie lubi, a ujmować się w ramy, w karby legislacji i obostrzeń pozwala jedynie wtedy, gdy nagrodą jest bezpieczeństwo. Zbuntowane społeczeństwo, bezkarnie szerzące się idee, wolna, nieskrępowana cenzurą myśl i seks to odwieczne utrapienie każdej władzy.

Dlaczego seks? Bo seks to wolność. Jedna z niewielu ludzkich aktywności, które zawsze wymykały się kontroli państwa i jakichkolwiek władz. To czysta bliskość, to prywatność, to sfera, w której możemy wszystko. Opowieści, które kreślimy sobie opuszkami na ciele, szepty, transparentne mapy – i nie chodzi tu nawet o biowładzę (o której kiedyś napiszę), o politykę zarządzania ciałami, o administrację seksem – tylko o fakt, że seks jest ostatnim, co mamy w sobie prawdziwego, ciepłego, niezależnego i pięknego. Wymyka się systematyce, normom. Nie pozwala się objąć strachom, jest silniejszy niż śmierć i niż rozpacz.

I może dlatego właśnie kultura – doskonałe narzędzie władzy nad człowiekiem – tak często zależna od nielicznych, decydujących o losach społeczeństw – zrobiła wszystko, by go zniewolić, a ludziom odebrać radość i przydać wstydu; nic przecież jak wstyd nie umniejsza nam wartości i sensu, nic jak wstyd nie odbiera nam odwagi, odwagi do życia, tworzenia, odkrywania.

Oto nadchodzi dobry seks – M. Foucault.

Gosia Fraser