Obsesja katalogowania

A Modern Dance of Death - Joseph Sattler c.a. 1894
A Modern Dance of Death – Joseph Sattler c.a. 1894

ośmiodzienny tydzień stwórczy 
bosko ludzki z poprawkami 
lepiej, gorzej z roku na rok 
się stwarzamy, się stwarzamy

Anna Szałapak – Zaklinanie, czarowanie

Czy próbowałeś kiedyś skatalogować całą swoją wiedzę…?

Owładnięty obsesją katalogowania, szufladkowania i systematyzowania człowiek podejmuje próby zbudowania spójnego systemu złożonego z pofragmentowanych informacji, jakimi na co dzień posługuje się, by łatwiej było mu opisać świat, w którym istnieje. Przez ponad dwa i pół tysiąca lat świadomego operowania wiedzą udało nam się skonstruować jedynie hierarchię dziedzin, tematów i akademickich fakultetów, którym towarzyszą biblioteczny katalog (kiedyś) oraz internetowa encyklopedia (dziś), nierzadko zafałszowująca jedynie rzeczywisty wymiar treści.

Zawsze wydawało mi się, że próba skatalogowania wiedzy to tak naprawdę chęć ujęcia jej w karby, pewnego rodzaju ograniczenia, zdefiniowania – a każda definicja ma przecież swoje granice i każda na pewnym etapie refleksji okazuje się za ciasna dla tego, co określa. Zamknięcie wiedzy w ramach to swego rodzaju zaprzeczenie jej nieskończoności, kontynuacji – i jednostkowe życie jest za krótkie, byśmy mogli pozwolić sobie na zgłębienie wszystkich tematów, ksiąg i rzeczywistości, które chcielibyśmy objąć, tak – wiem, że obiektywnie rzecz biorąc, wiedza (wraz z jej procesualnością, ekspansywnością, a zarazem tendencją do niestałości, zmienności) jest zbyt rozległa. Jakiekolwiek jednak jej dobrowolne ograniczanie, definiowanie, ujmowanie w ramy to odbieranie sobie szans (nie tylko szans na ambicje).

Nie wyobrażam sobie – podobnie jak katalogowania wiedzy – ujmowania w ramy piękna, mądrości czy sensów. Istnieją w świecie rzeczy, które tylko jeśli są wolne, nieoznaczone, nieobjęte żadną z ludzkich klasyfikacji – paranoicznie stabilizujących rzeczywistość – są bogate w treść i faktycznie coś znaczą. Wiedza, mądrość, inteligencja, miłość. Nie definiuję ich, nie określam. Przyjmuję je takimi, jakie mi się przedstawiają – jako nieoznaczona wartość dodana ludzkiego życia.

Gosia Rybakowska