Jak można nie lubić dramatu?! – kilka słów o kulturze

Paryż, antykwariaty księgarskie

To nie jest tak, że ty nie lubisz dramatu. Ty go po prostu nie rozumiesz. Musisz być niezbyt wykształconą osobą… – kiedy skończyła mówić, po prostu przyglądałam jej się przez chwilę, a potem – nie chcąc wdawać się w żadną polemikę – powiedziałam że oczywiście, ma prawo tak o mnie sądzić, i być może jak najbardziej, jej zdanie na mój temat jest w jakiś sposób uzasadnione. Nie dodałam jednak, że wytyk ten nie spowoduje, że nagle pokocham dramat jako formę literacką. Ba! Zapewne będę go lubić jeszcze mniej, niż dotychczas.

Od tamtej rozmowy z koleżanką z roku minęło jakieś sześć lat. Zapewne obie przeczytałyśmy od tego czasu mnóstwo książek… A może nie? Żyjąc w ciągłym rozerwaniu pomiędzy Polską a Francją coraz bardziej rozumiem, że czytelnictwo nie jest wcale sprawą tak oczywistą, jak mi się do tej pory wydawało. Podobnie jak erudycja czy kultura osobista – do których przecież większość z nas aspiruje.

Przepychając się przez zatłoczone paryskie metro – na niemal każdym kroku widzę otwartą książkę. Nie tanią sensację czy romansidła, nie. Widzę książki o literaturze, o świecie, o filozofii. O historii kina, o polityce. Niewiele Danów Brownów. Żadnych Twarzy Greya. Widzę prasę, poczciwą, papierową prasę.

I pełne księgarnie. Pełne ludzi. Pierwsze, co widzę po wejściu – cały regał zapełniony prasą dotyczącą kultury słowa, obrazu i myśli. Od tygodników, przez miesięczniki, kwartalniki, aż po kilka tytułów rocznikowych. Każdy o nakładzie circa 2.000 – 5.000 egzemplarzy. Niektóre z bardzo długą tradycją wydawniczą, sięgającą końca XIX wieku. Dalej – dział filozofii, zajmujący pół pomieszczenia, w którym tonę przynajmniej na dwadzieścia minut. Osobno socjologia, psychologia, religioznawstwo i sztuka. A polski Empik, odpowiednik francuskiego Fnaca? To jeden regał dla filozofii, religii, socjologii i psychologii razem wziętych. Z po macoszemu potraktowaną historią sztuki na doczepkę.

Francuzi oczywiście narzekają, powiadając, że mają niewykształcone społeczeństwo i kłopoty z ignorancją szerzącą się wśród akademików. Zastanawiam się tylko, co by się stało, gdyby na dłużej poprzebywali w Polsce, gdzie książki dziś wydawać może każdy – przeciętna kucharka, dziewczyna z szafą pełną ubrań z second handu, czy trzydziestolatek, którego największą ambicją jest wrzucenie głupawego zdjęcia z pluszowym misiem w piątkowy wieczór. I gdzie przeciętny człowiek czyta mniej niż jedną książkę rocznie.

Nie trzeba ślepo zachwycać się każdą formą oferowaną przez kulturę. Nie trzeba kochać dramatu, by być człowiekiem kultury. Nie trzeba uwielbiać sztuki baroku. Trzeba za to chcieć uczyć się świata. Być na świat otwartym. I nie tracić czasu na miałkość. Bo wówczas z aspiracji nici.

Tak, już możecie. Żerujcie do woli, na zdrowie. 

Gosia Fraser