Zapiski z podróży (I)

Paryż, 2013.
Paryż, 2013.

Bardzo chciałam posłuchać Passchendaele we Francji.

Jeśli gdzieś zaczyna się emigracja – mentalnie – to stało się to właśnie tutaj. Dzisiaj.

L’Oree des Champs w Paryżu. Obserwuję ruch uliczny i ludzi, i rozmywające mi się w oczach gdzieś na granicy horyzontu światła. Cykliczność kursowania linii autobusowej numer 92, jadącej na – nomen omen – Gare Montparnasse (do diabła, Montparnasse. Skąd ta nazwa?!). Gdzieś niedaleko stąd – Place d’ Etoile.

Powoli stwarza mi się w głowie moja własna topografia miasta, której nikt nie musi rozumieć. Wyzerował się czas (w okolicach 16.00, gdzieś jeszcze w dzielnicy żydowskiej, przy domu aukcyjnym, a może w wąskich uliczkach, wśród antykwariatów) i wiem, że od tego momentu nie ma już odwrotu. Niemo słucham języka, w którym umiem powiedzieć i napisać tylko słowa pozwalające fizycznie przeżyć i obserwuję ludzi. Ale znalazłam dom, wreszcie.

I tylko ludzie w Polsce, którzy pytają mnie, o co mi właściwie chodzi z tą emigracją.

Czy zrozumieją – i co zrozumieją – jeśli im zacznę tłumaczyć, że chodzi o powrót do domu właśnie?

Paryż, 18 listopada 2013

Gosia Rybakowska
  • Karina Karolina Oskroba

    W istocie bardzo osobiście. Czuję się jakbym kompletnie przez przypadek została dopuszczona do słuchania twoich myśli. Trochę to peszy. To jak z poznaniem kogoś, kto ma dużo większy stopień otwartości na innych od ciebie, ty myślisz – ale ja cię nie znam – a on zachowuje się, mówi z taką nonszalancją, jakbyście znali się od zawsze. Byłam przekonana, że jeśli któryś z twoich blogów do mnie trafi, to ten o modzie, jednak to tu zostaję. Nie jak w domu, ale w przygodzie, której na co dzień mi brak. Pozdrawiam