To nie jest wpis o muzyce; Passchendaele

Druga bitwa pod Passchendaele
Druga bitwa pod Passchendaele

Piszę tę notkę kilka dni później, niż planowałam (praca). W chwili, gdy rozumiem, że napisać ją muszę, zmierzcha się. W ciemności powoli nikną drzewa, rozpływają się kontury domów. Idzie listopad. Ostatni miesiąc bitwy pod Passchendaele, zwanej też trzecią bitwą pod Ypres, która naznaczyła 1917 rok śmiercią 400.000 ludzi tak po stronie brytyjskiej ofensywy, jak i wśród broniących się Niemców.

Passchendaele jest też tytułem utworu, którego słucham od tamtego wieczora codziennie przez kilka godzin (na pętli, bez przerwy, nieważne, czy w słuchawkach gdzieś w drodze, czy w mieszkaniu). Słucham i skraplam w nim emocje, które muszą wystarczyć mi na całą nadchodzącą zimę, na resztki jesieni. Ufność w sens. Wiarę w celowość działań. Miłość, nadzieję, spokojną, dobrą pewność. I przekonanie, że każdą z przeciwności losu da się przezwyciężyć. Ciężką pracą, cierpliwością, czasem bólem – ale da się. I piszę komuś, że tak, jak Passchendaele, tak brzmi emigracja. Brzmi nostalgią, brzmi chłodem ostatniej nocy, kiedy śpisz na nagiej podłodze któregoś spośród tymczasowych domów. I wiesz, że wyruszysz o świcie.

Jan A. P. Kaczmarek pisząc ten utwór, przelał w niego ogrom swojej kompozytorskiej wrażliwości. Czułości względem dźwięku. I rozległości w rozumieniu świata. Passchendaele to utwór otwierający ścieżkę dźwiękową do filmu o tym samym tytule, który opowiada o wspomnianej już przeze mnie bitwie. Nie widziałam go i ci z Was, którzy wiedzą, jaki mam stosunek do kinematografii, zdają sobie zapewne sprawę z tego, że nigdy nie zobaczę. Muzyka jednak porusza. Nie muszę znać nawet reszty albumu. Wystarczy mi ten jeden, tytułowy utwór…

… Bo czasem po prostu spotykamy w swoim życiu dźwięki, które coś w nas zmieniają, otwierają. Podobnie jak niektórzy ludzie i obrazy. To jeden z tych dźwięków właśnie. Opowiadający więcej, niż historia, dla której został stworzony. Otwierający całe przestrzenie własnych refleksji, planów, marzeń, ale też obaw i podążających za nimi motywacji, miłości i wiary, które są najlepszymi spośród antidotów na strach.

To jest moc muzyki, zwłaszcza tej wykonywanej przy użyciu klasycznych instrumentów. I nie przejmie tej mocy nigdy żadna inna forma ekspresji. Passchendaele brzmi mi w głowie dziś kolejną godzinę, a ja wiem, że to jeden z tych utworów, które piszą moje wspomnienia. Posłuchajcie.

Gosia Rybakowska