Cienie i półprawdy – Muzeum Historii Żydów w Berlinie

Każde spotkanie z kulturą żydowską – w muzeach, w teatrze, w literaturze – jest dla mnie jak święto. Nie tylko dlatego, że jest fascynująca sama w sobie; również ze względu na podstawy, które dała Europie, pozornie jednolicie chrześcijańskiej. Poszukując śladów Żydów w krajach starego kontynentu widziałam już Pragę i zespół jej mistycznych, pełnych pamięci i spokoju synagog. Widziałam tętniącą wciąż życiem dzielnicę żydowską Paryża… Znam też zrujnowaną synagogę w Poznaniu, w której przez lata był basen miejski, z niecierpliwością też czekam na to, co w tworzonym właśnie muzeum poświęconym Żydom pokaże Warszawa, będąca w tym kontekście szczególnie tragicznym miejscem. Muzeum Historii Żydów w Berlinie, osławione architekturą Daniela Libeskinda i niesamowitą promocją, było miejscem, które szalenie pragnęłam odwiedzić… i równie szybko zapragnęłam też z niego wyjść. Dlaczego?

Muzeum Historii Żydów - Berlin

Bo jest pewien poziom infantylności przekazu, poniżej którego się nie schodzi. Twórcy Muzeum Historii Żydów w Berlinie najwyraźniej o tym zapomnieli – może celowo zresztą, ekspozycja jest bowiem kierowana do ludzi pokolenia Y, pokolenia TL;DR, wychowanego na kulturze dotykania, nie zaś czytania i analizy. Brzmi pogardliwie? I owszem, bo przekaz ekspozycji jest popowy. Dostosowany właśnie do tego rodzaju kulturowej (wciąż!) konsumpcji.

Niewiele tu eksponatów, które miałyby historyczną wartość – ot, kilka listów, skrawek tkaniny, stara maszyna do szycia. Reszta to repliki – i zastanawiam się, czy instytucji o tak ogromnym budżecie naprawdę nie stać, by wykupić z prywatnej kolekcji choć jeden, przedwojenny egzemplarz Tory? Czy wszystko, co można zaoferować zwiedzającym, to reprinty, reprodukcje, retrospekcje wreszcie (bo nie oryginalne wspomnienia)?

Muzeum Historii Żydów - Berlin

Muzeum jest silnie ideologiczne. Rozliczyliśmy się z Holocaustu – mówią ściany gmachu Libeskinda. Rozliczyliśmy się, a to jest tego owoc. Teraz więc nas zostawcie. Nie jest jednak łatwo „zostawić”, skoro rozliczenie to żadne – ot, uwieszenie na ścianie reprodukcji 20 portretów zbrodniarzy z procesów za Holocaust, powiedzenie, że były eksterminacje, były getta, a Żydom konfiskowano majątek. Rozliczenie zauważyć trudno. Ekspiację – moim zdaniem należącą się w tym miejscu najbardziej – jeszcze trudniej. Pełno za to jest dowcipnych, pseudotolerancyjnych, a tak naprawdę – podszytych ukrytym rasizmem sygnałów o tym, że Żydów wprowadza się dziś na nowo w społeczeństwo Europy (i nie tylko).

Opowieść o podzielonej (!!!) diasporze Żydów na Zachodzie – wykształconych, pracujących w wolnych zawodach, pięknych, przedstawianych na portretach w otoczeniu wypolerowanych mebli, oraz tych żyjących na Wschodzie – również i w Polsce – ubranych w lisie czapy, wstecznie religijnych, zawszonych i smutnych, wiecznie ubogich – powiela kolejne stereotypy. Ekspozycja zapomina o Łodzi zbudowanej na fabrykanckim, bawełnianym złocie. Zapomina o radości Chasydów z książek Singera… tak, jakby wynalazcy i szczęśliwi ludzie znajdowali się jedynie w spokojnych, pachnących gabinetach Niemiec i Francji.

Papierowe instalacje tworzone przez odwiedzających, na których można wyrazić swoje zdanie o Muzeum (i pozostawić przekaz dla pozostałych gości) potwierdzają moje oceny:

"Alternatywny tytuł dla wystawy winien być: to niecała prawda!"
„Alternatywny tytuł dla wystawy winien być: to niecała prawda!”

Muzeum Historii Żydów w Berlinie

Muzeum Historii Żydów w Berlinie

Warta uwagi – i naprawdę robiąca potężne wrażenie – jest część Muzeum par excellence zaprojektowana przez Libeskinda, architektoniczna, pozbawiona ekspozycji w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Trzy osie – Holocaustu, Wykluczenia i Kontynuacji, które przecinają się w różnych punktach, prowadzą przez emocjonalną podróż w odczucie – immanentne, dokładne – tego, czym była Zagłada. Pierwsza z osi zwieńczona jest wysoką na dwadzieścia metrów wieżą, której wnętrze oświetla jedynie światło słoneczne wpadające wąską szczeliną pod dachem. Arcyciekawie jest skryć się w najgłębszym, najciemniejszym miejscu tego pomieszczenia i obserwować ludzi, którzy gubią na chwilę poczucie bezpieczeństwa i stabilności…

Muzeum Historii Żydów w Berlinie - Wieża Holocaustu, spojrzenie w górę
Muzeum Historii Żydów w Berlinie – Wieża Holocaustu, spojrzenie w górę
Muzeum Historii Żydów w Berlinie - Wieża Holocaustu
Muzeum Historii Żydów w Berlinie – Wieża Holocaustu

Zdanie o tym, co oferuje Muzeum, trzeba sobie oczywiście wyrobić samemu. Moja opinia jednak nie zmieniła się po drugiej tam wizycie, gdy pokazywałam Muzeum komuś niezbyt obeznanemu z kulturą judaizmu; ba, wyostrzyła się – po prostu było mi przykro, że pierwszy naprawdę poważny kontakt z tego człowieka z judaizmem odbędzie się właśnie tam. Bo wolałabym, by odbył się w mistycznej, mglistej Pradze Rabbiego Lwa.

Zrozumiałam też, że modny teraz typ „muzeum narracyjnego”, jakim jest również np. Muzeum Powstania Warszawskiego o którym pisałam tutaj, to dziś idealne narzędzie do krzewienia wszelkiego rodzaju idei. Nie zawsze intersubiektywnie słusznych. Smutne to. I pozostawiło we mnie niesmak. Na długo.

Gosia Fraser