Nie taka dobra kultura…?

Przyzwyczailiśmy się do myślenia o kulturze jako o czymś, co sprawia, że nasza osobowość i sposób, w jaki postrzegamy świat, stają się bogatsze. Ostatnio jednak zaczęłam zadawać sobie pytanie, czy naprawdę jest tak, że kultura, z jaką na co dzień obcujemy w wielu formach – od książek przez prasę, kino, programy telewizyjne , aż po politykę, tradycje społeczności, w której żyjemy, skończywszy na religii – jedynie nas ubogaca, czy też przeciwnie – w pewien finezyjny sposób dewastuje.

Zazwyczaj chcemy być indywidualistami. Mieć własne poglądy (zawsze słuszne i na każdą możliwą sprawę), własne cele, być niezależni tak intelektualnie, jak i zwyczajnie – życiowo od innych ludzi. I to niezależność chyba jest najważniejszym punktem, na którym budujemy pojęcie własnego indywidualizmu. Niezależność, a może niezawisłość, jak to ostatnio uściśliłam w pewnej ważnej rozmowie – na niej fundujemy poczucie stabilności naszego życia i to unikalne, bardzo dobre uczucie, gdy wiemy, że zmierza ono we właściwym kierunku. W tym wszystkim jest też kultura.

Całkowita indywidualność i niezależność, niezawisłość współczesnego człowieka nie są jednak w pełni możliwe – i zdanie sobie z tego sprawy było chyba jedną z trudniejszych historii mojego „intelektualnego dorastania” na studiach. Reguły, normy demokratycznych pozornie państw, w których funkcjonujemy, a mniej filozoficznie – cała masa uwarukowań polityczno-gospodarczych sterujących naszym życiem sprawia, że nie jesteśmy tak naprawdę wolni. Ani w wyborach, ani w kreacji siebie.

Kultura, której treści pochłaniamy, w pewnym sensie ma tę niewolę złagodzić, osłodzić, sprawić, że mniej będzie się nam rzucała w oczy. A przy okazji, niepostrzeżenie (a dla niektórych tak naprawdę całkiem świadomie) nas kształtować. Najlepiej tak, byśmy za dużo wolności nie chcieli. Byśmy od początku przyuczali się, co wolno, a czego nie. Taka jest rola normy etycznej, normy obyczajowej, która jest częścią kultury. Taka jest rola literatury, teatru – nawet, jeśli sobie tego nie uświadamiamy. Wreszcie – taka jest rola religii. Religii, która jest najdoskonalszym panoptykonem.

Kultura jest narzędziem doskonale sterowalnym dla wszelkich form władzy. Zakazy, cenzura, a dziś subtelniej – dofinansowania, granty i dotacje to sposoby tłumienia i eksponowania poszczególnych jej form – korzystnych bądź nie dla tych, którzy sprawują dziś władzę. I nie chodzi tu wcale o „satanistyczne Hello Kitty” o czym było ostatnio głośno za sprawą Kościoła. Nie chodzi o Harry’ego Pottera czy Pussy Riot (czekam na głosy oburzenia za zestawienie, które właśnie poczyniłam). Nie. To za proste. To jedynie rozrywka. Może i polityczna, jak w przypadku dziewczyn z rosyjskiego zespołu, ale wciąż rozrywka.

Jeśli nie wiecie, o co chodzi, to poczytajcie Orwella i Huxleya.

A ja do tekstów tego rodzaju jeszcze wrócę.

Gosia Fraser