O życiu w strachu

Albrecht Durer - czterej jeźdźcy Apokalipsy
Albrecht Durer – czterej jeźdźcy Apokalipsy

Według niektórych psychologów, istnieje tylko kilka „czystych”, podstawowych emocji, które może odczuwać człowiek. Jedną z nich jest strach, którego źródło najczęściej definiuje się jako odczucie bólu połączone z dojmującym wrażeniem zagrożenia. Nie jest to ostra definicja, jak większość tych, na których opiera się opisowa część psychologii. Pisałam już o tym, że żyjemy w płynnym świecie, w którym tak nasze życie, jak i warunki, w jakich codziennie rano otwieramy oczy, podlegają ciągłemu przekształcaniu się – jak więc moglibyśmy chcieć stworzyć jakąkolwiek stałą definicję…?

Jest jednak pewien constans, który bez trudu i z całą pewnością mogę wskazać – w świecie, w którym funkcjonujemy, strach stał się jednym z niewielu stuprocentowo pewnych i zawsze obecnych elementów rzeczywistości; zmieniają się jedynie jego formy. Jest migotliwy. Jest zwodniczy, czasem trudny do zlokalizowania – zakrada się do naszych codzienności nieproszony, niezmiennie steruje naszymi emocjami, a co za tym idzie – decyzjami (bzdurą bowiem jest twierdzenie, jakobyśmy kiedykolwiek wydostali się z emocjonalności i oddali swoje życie w ręce rozumu). Odważę się powiedzieć, strach częściej od miłości, od ambicji, od gniewu nawet przejmuje dziś władzę nad naszym życiem.

I nic w tym dziwnego; w czasie, w którym zdecydowana większość Polaków zaczyna dzień od sprawdzenia kursu franka szwajcarskiego, a miasto coraz bardziej przypomina dżunglę (wraz ze wszystkimi jej niebezpieczeństwami) nie można czuć się dobrze. Nie można się nie bać. Noc dawno przestała być jedyną porą, w której nasze życie (rozumiejmy je tutaj szeroko) jest zagrożone, bo zmieniły się kategorie zagrożenia, zmieniła się jego definicja; dziś zagrożeniem jest wszystko, począwszy od najbardziej oczywistej śmierci, która zawsze wymykała się ludzkiemu pojmowaniu, przez utratę pracy, niewypłacalność, a także widmo stagnacji i niemożności osiągnięcia życiowego sukcesu. Zagrożeniem są relacje, jakie nawiązujemy – nie od dziś wiadomo, że najniebezpieczniejszym wrogiem jest były przyjaciel. Strach, lęk, paraliżujący, choć nie zawsze wyrażany explicite, jest więc tym, co motywuje większość naszych działań i przekształca dążenie do osiągnięcia celu w dążenie do uniknięcia pewnych okoliczności/zdarzeń.

Czy żyjemy w świecie przerażonych ludzi? Czy społeczeństwo Stanów Zjednoczonych jest mniej przerażone, skoro mocarstwo to aspiruje do bycia jedyną światową potęgą (bo któż inny mógłby pozwolić sobie na NSA…)? Ataki 11 września, śmiercionośna Kathrina, która zniszczyła Nowy Orlean (pomyślmy przez chwilę o strachu tych wszystkich ludzi, których nie stać było na jakąkolwiek formę ubezpieczenia, a którzy bezpowrotnie stracili cały majątek swojego życia, stracili go totalnie, do tego stopnia, że może lepszym wyjściem byłoby rzucenie się we wzburzone odmęty wody…), krach finansowy, a teraz government shutdown – to wszystko zdarzenia, które generują przeróżne formy strachu.

A polityka? Polityka w zamyśle ma być narzędziem kontroli ludzkiego strachu. Ma trzymać go w ryzach, ma nadawać umowie społecznej, jaką jest państwo, charakter uładzony, prowadzący do zwiększenia bezpieczeństwa, nawet, jeśli jest to tylko iluzja… Ale, na strachu par excellence oparta jest Korea Północna, oparte na nim były Związek Radziecki i nazistowskie Niemcy, jak i wiele innych reżimów totalitarnych – które operując strachem konstruowały charakterystyczną dla siebie inżynierię społeczną, potworną i, niestety, efektywną… Demokracje nowożytne też nie są od wykorzystywania strachu wolne, wystarczy zagłębić się w zagadnienia nowych mediów i prywatności w Sieci, by przekonać się, że istotnie, jest czego się bać… i że nasze rządy o tym doskonale wiedzą.

Strach jest trucizną, jest jedną z najsilniejszych blokad, które hamują naszą innowacyjność, zdolność analitycznego postrzegania świata, które sprawiają, że stoimy w miejscu. Nie jest łatwo pozbyć się dziś strachu w świecie, w którym upadek wartości doprowadził do zaniku dawnej, ludzkiej przyzwoitości pozwalającej mieć nadzieję na wewnętrzną spójność społeczeństwa… to od nas jednak zależy, jak bardzo świadomym życiem żyjemy. A nie ma lepszego lekarstwa na strach i wątpliwości, niż zalanie ich strumieniem świadomości i wewnętrznej siły do podejmowania życiowych decyzji.

Gosia Fraser