Kultura

„Gwiazdy proszą go w gości…” – Teatr Muzyczny w Gdyni i „Chłopi”

Moja przyjaźń z teatrem jako takim nigdy nie należała do łatwych. Wstyd się do tego przyznawać, gdy chce się być traktowaną jako osoba kulturalna, tak, wiem – ale pozwólcie, że jednak będę z Wami szczera – doświadczenia z tą formą sztuki zawsze miałam fatalne. Od poznańskiego Teatru Animacji, zwanego kiedyś „Marcinkiem”, do którego chodziłam w podstawówce w ramach wycieczek szkolnych, aż po Warszawę i Teatr Narodowy, który był dla mnie koszmarnym rozczarowaniem, teatr zawsze kojarzył mi się z dezinterpretacją dzieł literackich/muzycznych, niż z ich interpretacją czy też adaptacją. Mogłabym tu przypomnieć sobie znacznie przekraczane w Teatrze Animacji granice przaśności estetyki w scenografii przedstawień (może to z braku funduszy, a może z braku estetycznego wyczucia – nie wiem) raczej klasycznych, obiektywnie pięknych, bynajmniej nie tchnących duchem polskiej, ubogiej, paździerzowej wsi. Mogłabym wskazać na groteskowe wręcz przeintelektualizowanie Nosferatu, którego obejrzałam w warszawskim Teatrze Narodowym, na pseudosymboliczne dłużyzny tego przedstawienia… wystarczy, żebym z całą uczciwością mogła powiedzieć, że zawsze od takiego teatru wolałam operę i balet (nigdy się nie zawiodłam).

Oczywistością będzie więc, jeśli Wam powiem, że kiedy dostałam zaproszenie na Chłopów w Teatrze Muzycznym w Gdyni, miałam bardzo mieszane uczucia co do tego, czy na pewno chcę iść na przedstawienie, a jeśli chcę, to jaki mam w tym cel – potwierdzenie swojej niechęci wobec teatru, czy też danie szansy i (potencjalnie) miłe rozczarowanie. Namówiona przez rodowitą gdyniankę (Nie pożałujesz, zobaczysz – Teatr Muzyczny nigdy nie był taki, jak te wszystkie, o których mi opowiadałaś, to zupełnie inny typ teatru!) skorzystałam z zaproszenia… i nie żałuję, co więcej – był to najlepiej spędzony wieczór kulturalny tego roku.

"Chłopi" - Teatr Muzyczny w Gdyni

Bo Chłopi w reżyserii Wojciecha Kościelniaka to musical niezwykły. Dynamiczny, klasyczny i współczesny zarazem, doskonale operujący emocjami, które znajdują wyraz w świetle, w muzyce, w ekspresji aktorów. To Reymont w całej swojej wymowie (a głównym moim zarzutem wobec współczesnego teatru jest jego skłonność do zafałszowywania przekazu dzieł, które służą za inspirację dla przedstawień). Wreszcie – to estetyka. Wyczucie koloru Damiana Styrny (scenografia) i Katarzyny Paciorek (kostiumy), operacja światłem, grą barw i nastrojów, które zlewają się w świetną całość z choreografią i muzyką – to urzeka. Nawet, jeśli nie ceni się Reymonta (a o to wśród potencjalnych widzów nietrudno, szkoła robi wszystko, by polską literaturę im obrzydzić).

"Chłopi" - Teatr Muzyczny w Gdyni

Reymonta biorę jednak w obronę, jak wszystkich autorów tamtego czasu (może poza Sienkiewiczem, który narobił mnóstwo ambarasu polskiej literaturze i mentalności) – Chłopi niosą z sobą treści ponadczasowe. Uczą. Bawią. Uwypuklają groteskowe cechy ludzkiej psychiki i skłonności do ulegania manipulacji. Wskazują na ciągle obowiązujące w Polsce schematy funkcjonowania grup składających się na całość społeczeństwa. A może raczej obnażają. Obnażają i piętnują. Bardzo zasłużenie.

"Chłopi" - Teatr Muzyczny w Gdyni

Teatr Muzyczny w Gdyni właśnie wszedł w nowy sezon, po kapitalnym remoncie gmachu. Uwielbiany przez gdynian jest jedną z najlepiej urządzonych instytucji tego rodzaju, w jakich miałam okazję być. I unikalny w skali kraju. Jeszcze nigdy nie nasłuchałam się tylu pochwał na temat jednej instytucji, wypowiadanych całkowicie spontanicznie i z uwielbieniem przez ludzi, którzy wcale nie są specami od teatru, a ich obcowanie z kulturą niekiedy ogranicza się do jedynie kilku „eventów” w ciągu roku. To świadczy dla mnie o czymś bardzo ważnym – o tym, że Teatr Muzyczny jest dla każdego. I właśnie dlatego ma sens. Jest zrozumiały, a jego przedstawienia niosą radość wszystkim – niezależnie od wykształcenia, od „obycia” czy erudycji. I chyba o to właśnie chodzi w kulturze – o umiejętność przekazywania ważnych rzeczy dostępnym dla wszystkich językiem ekspresji emocjonalnej. Zwłaszcza w teatrze… prawda? :)

[Zdjęcia pochodzą ze strony Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni]

Standard

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *