O życiu w drodze

O życiu w podróży - Okruchy Kultury

Kiedyś, bardzo dawno temu, wymarzyłam sobie życie, które będzie w ciągłym ruchu. W podróży. W drodze, która nie musi mieć nawet konkretnego celu… Bo najpiękniejszy wydawał mi się zawsze sam proces przemieszczania się, dążenia, pokonywania (!) odległości. Wielokrotnie w rozmowach z ludźmi zaznaczam też, że nie wyobrażam sobie spędzić więcej, niż kilku lat w jednym kraju, nie wspominając już o jednym mieście… Nie zadomowiam się, nie zapuszczam korzeni. Gonię za wiatrem, ustawiając swój rytm dnia razem ze słońcem… a ten rok jak nigdy wcześniej uświadomił mi, że przeżywam właśnie czas, w którym moje marzenia się realizują.

Podróże kształcą, mawia się obiegowo, a moja Mama dodaje często „kształcą tylko wykształconych”. Może to prawda – bo ilekroć jestem w drodze, piszę swoje najlepsze teksty, wymyślam najlepsze projekty. Przemijalność płynnego krajobrazu za oknem pociągu, muzyka w słuchawkach i ukochany przeze mnie moment przemiany nocy w dzień, powolne nastawanie świtu, a potem nagły rozbłysk słońca… Moment, w którym samolot odrywa się od ziemi, to mocne, a jednocześnie czułe szarpnięcie i chwilę później – morze chmur miękkich jak wata cukrowa pod spodem, a nawet zwykłe, wielokilometrowe wędrówki brzegiem morza… Zdałam sobie w tym roku sprawę, że tak naprawdę nie istnieję inaczej, niż przez Drogę. Dlaczego…?

***

19/08/2006 Alpy wyłoniły się nagle z ciemności, tuż po wyjeździe z tunelu. Złowrogim, mrocznym kształtem opowiadają w tej najchłodniejszej godzinie doby historie tych wszystkich ludzi, których życie zagubiło się gdzieś w górach i które nigdy nie powróci już ze swej wędrówki… Tak piękne i przerażające zarazem są te góry, góry nietknięte ludzką ręką, w dolinach których jak lśniące, migotliwe iskry rozsypane są wioski, miasteczka, a w nich łóżka, w których przecież śpią jeszcze ludzie… Dzień wstaje…

***

21/08/2006 San Marino i niezwykła atmosfera średniowiecznego miasta, wraz z jego ciszą, jego murami tętniącymi wilgocią. Spokój, którego nie zagłuszają nawet tysiące turystów przemieszczających się pomiędzy zabytkami… delikatny szept historii, wieków, całej burzliwej przeszłości tego najmniejszego, suwerennego państwa Europy urzeka, czaruje. Wyjeżdżam i myślę, może to jest dobre miejsce, by w nim się kiedyś zestarzeć…?

***

29/08/2013 Przed siódmą otwieram oczy, pociąg. Za pół godziny Kraków. Dziękuję Bogu za mokre, jesienne już trawy, za wysokie, cudne niebo. Za miękką mgłę płożącą się po zaróżowionych od słońca polach. Galicja. Ilekroć tu jestem, mam problem z przyjęciem nadmiaru piękna. Nie wiem, co tu zgubiłam i kiedy, ale wiem, że to coś bardzo ważnego…

Podróże nieustannie redefiniują nasze życie. Życie, które czasem lubię w myślach porównywać do ziemi, do obszaru, mapy, na której możemy zakreślać wciąż nowe terytoria. Definiując, nazywając, dookreślając istotność rzeczy, które w życiu przeżywamy – a każda podróż to przeżycie – najpełniej się stajemy, nadajemy sobie sens. Opowieścią o nas podróżujących najbardziej jest czas, który zastaje nas zawsze zbyt ciepłych, zbyt rozespanych i drżących, byśmy mogli go zrozumieć.

***

04/09/2013 Chcę spróbować oswoić swój czas. A oswoić to w moim języku „zapisać go”, czy też „zawładnąć jego znaczeniem”. Choć „zapisać go” jednak brzmi lepiej, nie zawłaszcza żadnej słownej, ani myślowej przestrzeni. Oswoić czas musi też znaczyć „pogodzić się z czasem”, z przemijalnością, z tym, że nigdy nie wejdziemy drugi raz do tej samej rzeki… 

***

Mam jedno marzenie związane z podróżami, z życiem w drodze. Napisać kiedyś serię przewodników po mojej części świata. Po wszystkich smakach słowa, myśli, po zachodach słońca, po ideach, ludziach, sensach i znaczeniach. Ale nie mogę tego zrobić sama… świat jest jednak zbyt rozległym domem.

Jutro rano kolejny lot…

Gosia Fraser