Skąd zło…?

Warszawa, koniec 2010 roku.
Warszawa, koniec 2010 roku.

Lizbona. Wielkie trzęsienie ziemi w 1775 roku. Setki, tysiące ofiar. Pandemia grypy-hiszpanki (1918-1919). Pięćdziesiąt do stu milionów zmarłych. Dzieci dziedziczące AIDS po swych rodzicach. Głód w Afryce, wojny domowe. Skąd zło?

Albo inaczej: Holocaust. Druga wojna światowa, zrównanie Drezna, Warszawy, Gdańska, (wstaw nazwę miasta) z ziemią. Rzezie w czasie wojen husyckich, Rewolucja Francuska. Niewolnictwo, handel miłością, handel ludźmi. Nazizm, komunizm, Czerwoni Khmerzy. Korea Północna. Pedofilia w Kościele. Skąd zło…?

Wreszcie, gaz pełznący do okopów podczas pierwszej wojny światowej. I gaz płożący się kilka tygodni temu na przedmieściach Damaszku, wdzierający się do płuc Bogu ducha winnych ludzi. Skąd, do cholery, całe to zło?!

Ja nie wiem. Ja tylko próbuję funkcjonować w tym świecie, w którym mamy tak wiele pojęć, a dzięki nim przecież pojmujemy, opisujemy rzeczywistość – podmiot moralny, etyka normatywna, wartości, ideały, i latami przemożna wiara w to, że w człowieku jest dobro… A jeśli go nie ma? Czy zło jest tylko brakiem dobra, jego nieobecnością…? – pytanie o sens zła, o jego pochodzenie to jedno z tych, na które nigdy nie znaleźliśmy odpowiedzi. Zaczęliśmy je więc pomijać, spuszczając zasłonę milczenia usprawiedliwianą przez natłok obowiązków i całkiem błahych spraw (przecież trzeba odebrać dziecko ze szkoły, przecież awizo leży w skrzynce już trzeci dzień, przecież dziś kończą się wyprzedaże i nie zdążę kupić tych pięknych trzewików z mięciutkiej skóry…). Zło pominięte, zepchnięte na margines świadomości nie boli tak bardzo, nie kłuje w oczy, nie zmusza do zadawania sobie wciąż tego samego pytania. 

A przecież pytanie to odzywa się, za każdym razem, gdy włączam serwis informacyjny. Ono ryczy, gdy czytam gazetę, gdy przedzieram się przez RSS agencji prasowych w Internecie. I nie daje spokoju, jak śmierć. Bo zło jest jedną z tych rzeczy, które wymykają się rozumieniu. Nie pasuje do racjonalnego, liniowo ułożonego świata, w jakim niemal każdy z nas chciałby żyć… Przeszkadza, rozsadza dobrze skonstruowany i nieraz wyidealizowany obraz rzeczywistości od środka. Przewrotna jest natura zła, jak i natura człowieka…

… Bo kiedy zapytałam dziś rano na Twitterze, skąd zło, czym jest zło – odpowiedziano mi, to integralna część natury człowieka. Tak wprost. I bez ogródek. Zrozumiałam, że to prawda. Że przecież nie dalej, jak wczoraj, w wieczornym programie publicystycznym dziennikarz, może nie ulubiony, nie ceniony, nie śledzony przeze mnie z lubością ze względu na jego opinie mówił: znieczuliliśmy się tak bardzo, kiedyś snajper strzelający do dzieci wzbudzał w nas oburzenie, w Jugosławii. Dziś mamy Syrię, dziś tego snajpera nawet nie zauważamy…

Tak, nie zauważamy. Nie zauważamy grozy, realności i ogromu świata, który stał się nieczuły, pusty, zimny, jak szklane ekrany, które muskamy palcami, konsumując informacje. Nie zauważamy własnej znieczulicy, a gdy oglądamy wypadek liczy się, kto pierwszy zrobi zdjęcie, które wrzuci na Instagrama.

Gosia Fraser
  • Natura nie zna pojęć dobra ani zła. Ale… przemaluj zwykłego człowieka na wojownika – będziesz mieć wojownika. Przemaluj ich tysiące – będziesz mieć armię. Klucz? Anonimowość, brak odpowiedzialności, system. Czy na wojnach ginęłoby tyle samo ludzi, gdyby każdy żołnierz szedł w dżinsach, z identyfikatorem i świadomością, że odpowie za każdą dziurę w głowie, którą bierze na celownik?
    Tyle w krainie ludzi. Ciekaw jestem jak to wygląda w krainie innych zwierząt (zna ktoś jakieś badania w tej materii?) Czy bilans dobra i zła powinien być zawsze zerowy, czy my – ludzie, w ogóle jesteśmy w stanie ocenić gdzie jest środek? W każdej sytuacji? W każdym środowisku?

    A nieczułość kojarzy mi się z…. pogodą. W lecie ciężko wyobrazić sobie życie przy -20 st. Celsjusza. W zimie żyjemy przy -30… Cold but true.

  • Ostatnio zastanawiałem się nad tym ze względu na książkę Fuksa Palacz zwłok, polecaną przez Mariusza Szczygła. Ten ostatni trafnie wskazał, że książka ukazała się jeszcze przed słynnym więziennym eksperymentem prof. Zimbardo i na tej podstawie wysnuł, jak mi się wydaje, nie głupi wniosek, że ludzie dobrzy to tacy, co nie mieli okazji stać się potworami. Jeszcze wszystko przed nimi.