Świat pełen ikon

Chciałbym zabrać was w dniu dzisiejszym na krótką wycieczkę, ekskursję w świat ikon i ikonografii. Wiem, że jest to temat godzien prac magisterskich, a nawet doktoratów i habilitacji, jednak czemu właściwie nie… jak to powiedział Alibaba do 40 rozbójników, zacznijmy tą opowieść po kolei. Słowa mają moc. Większości kojarzyć się będzie to słowo, ikona, ze starymi cerkiewnymi obrazami, może z wytartą frazą że ikony się pisze, a nie maluje, z lekcji języka rosyjskiego, wycieczką na Podlasie bądź Lubelszczyznę, część, przynajmniej mam taką nadzieje zobaczy zawartą w tych słowach: historie malarstwa, sztuki, a także narodów i światów. Czytaj dalej

Symulacyjna rzeczywistość naszych czasów

Symulacyjna rzeczywistość naszych czasów

Świat nie zawsze jest taki, jakim się jawi. Na co dzień poruszamy się w rzeczywistości, która ma tysiące odcieni, ale nasze spektrum to tylko niewielka część tego wszystkiego. Ograniczamy się sami, czasami na własne życzenie zawężając perspektywę poznawczą. Kiedy wiemy mniej, kiedy polegamy raczej na emocjach, na wierze, niż na rozumie, jest nam psychologicznie łatwiej… ale czy tego rodzaju obcowanie ze światem, oprócz bezpieczeństwa, wypełnia w nas cokolwiek jeszcze…? Czy naprawdę życie złożone z wiary, nieświadome i ślepe na wiele aspektów rzeczywistości, jest życiem, które warto przeżywać…? Czytaj dalej

@Warsaw1944 – Muzeum niezwykłe

Wielu z Was zapewne dziwi, dlaczego tekst o Muzeum Powstania Warszawskiego tytułuję nickiem, pod którym ta instytucja obecna jest na Twitterze. Nie dzieje się to bez powodu; mówiłam Wam w poprzednim poście, co mnie najbardziej wkurza w obchodach powstańczych rocznic. Twitter w tym roku okazał się miłą odtrutką na te „niemiłe” rocznicowe doznania, bo wierzcie mi – dawno nie widziałam takiego ogromu serdeczności, bezpretensjonalnej i ciepłej, jak tam. Czytaj dalej

Krótko o Powstaniu ’44

Co roku powtarzam sobie, że nie dam się sprowokować do wzięcia udziału w dyskusji o Powstaniu Warszawskim. Co roku dochodzę do wniosku, że Powstanie jest coraz bardziej przedmiotowo traktowane… i przez władzę, i przez opozycję, i przez media, i przez zwykłych obywateli, mieszkańców Warszawy, ale i nie tylko; tu i ówdzie, na kilka dni przed kolejnymi rocznicami, dają się słyszeć porykiwania: to wszystko bez sensu! Idiotyzm! Albo: kto nie rozumie decyzji o wybuchu Powstania, ten niegodzien nazywać siebie Polakiem! – oba te style, te maniery, bo trudno, bym nadawała temu większą wartość, obrzydzają mi Pierwszy Sierpnia.

Muzeum Powstania Warszawskiego
Muzeum Powstania Warszawskiego

W tym roku jednak puściły mi nerwy… i notkę o Powstaniu piszę. Wkurzył mnie Bartoszewski mówiąc, że nie pójdzie pod pomnik Gloria Victis. Wkurzyła mnie okładka „Wprost” z pretensjonalną Myszką Miki (nawet, jeśli jest adekwatna do artykułu o popkulturowym wykorzystaniu motywu PW’44, uważam ją za niezdrowe przegięcie). Wkurzyli mnie ludzie, którzy dziś, ale nie tylko – to zaczęło się już dzień, dwa wcześniej – wypisują na Facebooku i Twitterze „A dlaczego miałbym zatrzymywać się na minutę o 17.00?”.

Nie lubię Warszawy. Mieszkając w niej trzy lata, męczyłam się każdego dnia; z ludzką obojętnością, z własnym, niskim statusem materialnym, który wówczas uniemożliwiał mi funkcjonowanie w Warszawie na takim poziomie, by nie było to miasto bolesne. Wreszcie, z brakiem planu, pomysłu na stolicę: często miałam, mam wrażenie, że przez to, że słoiki i wieczna chwilowość, to tak naprawdę nikt Warszawy nie przemyślał, nie zaplanował, nie rozrysował w czasie, gdy było to potrzebne, a wielkie inwestycje lat ’90 i początku XXI wieku bardziej przypominają samowolkę budowlaną i urbanistyczną, niż jakikolwiek sensowny koncept. Mimo to, wiem jednak, że dla Powstańców Warszawa była marzeniem. Sensem. I sercem Polski. Polska to z kolei był szereg wartości, które dziś najwidoczniej są niezrozumiałe. Bo gdyby były, nikt nie miałby odwagi pytać o sens Powstania. I nie chodzi tu o decyzję dowódców – one były takie, jakie były. Skazały na śmierć tysiące ludzi, którzy do walki szli z gołymi rękami. Ale sens Powstania leży gdzie indziej. Leży w świadomości tożsamości. Tego, kim się jest i skąd. I w byciu razem. Tak opowiedziałabym Powstanie… właśnie tak. I wydaje mi się, że to jedyna narracja, która pozwala uniknąć kłótni.

Muzeum Powstania Warszawskiego
Muzeum Powstania Warszawskiego

Czasami pytają mnie, czy poszłabym do Powstania. Odwołują się przy tym do mojego racjonalizmu, do tego, że niemal każdą decyzję w życiu podejmuję kalkulując wszelakie „za” i „przeciw”, wreszcie – mówią mi – przecież chcesz wyemigrować. Oczywiście, chcę. Ale nawet przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że gdyby Powstanie było dziś, mogłabym do niego nie pójść. Po prostu, pójście do Powstania jest jedną z nielicznych oczywistości w moim życiu. A dlaczego? Bo to była walka o jedność tożsamości. O jej spójność. O każde przedtem potem każdego z Powstańców, którzy walcząc, pisali kartki do bliskich i marzyli o tym, co zrobią, gdy wojna dobiegnie końca. To była walka o normalność. O nadzieję na normalność, której każdy tak bardzo pragnie. Jak mogłabym zatem nie pójść do Powstania? A Wy? Moglibyście?

Nie chce mi się czytać wywiadów w jednym z poczytniejszych polskich dzienników, w których padają nieadekwatne, a rzekomo uprawnione wiekiem wypowiadającego słowa. Nie chce mi się oglądać oficjalnych, państwowych obchodów. One niczego nie wnoszą. To tylko oficjalna pamięć, o której dobrze, że jest – ale „moje” Powstanie jest w Warszawie. Na jej ulicach, w każdej jednej tablicy pamiątkowej. I w Muzeum Powstania Warszawskiego, o którym opowiem Wam jutro.

A teraz, możecie mnie wybuczeć.

P.S. Generał Ścibor-Rylski jest dziś moim prawdziwym bohaterem. Tak, ze względu na jego przemówienie.