Opowiedz mi swój świat… – o potędze narracji

Stary cmentarz żydowski w Pradze, IX MMX
Stary cmentarz żydowski w Pradze, IX MMX

Pamiętam – jakby to było wczoraj – słowa pewnego człowieka, komentujące niezbyt wówczas pomyślne dla nas obojga wydarzenia: cóż, takie jest życie. Pamiętam swój brak akceptacji wobec tamtych zdarzeń, ale też wobec słów; brak akceptacji, który kazał pomyśleć mi chwilę, a potem odpowiedzieć: nie. To my je takim uczyniliśmy… – od tamtego momentu minęło równo dziesięć lat.

Wiele przez ten czas zrozumiałam, wiele się nauczyłam; o świecie i jego naturze, o ludziach, o tym, co przytrafia nam się na co dzień – o całej przygodnej części rzeczywistości, na którą pozornie nie mamy wpływu. Prawda – nie mamy… nie wprost, niektórych rzeczy przecież nie da się zmienić, a czasu cofnąć; zapominamy jednak bardzo często o tym, że żyjemy w świecie takim, jaki sobie opowiemy. Siła definiowania rzeczywistości leży w nas samych – i jest ogromna. Nadajemy sens obrazom, które przeżywamy. Od wieków nazywamy miasta, domy, nazwami okiełznać próbujemy nieznane obszary, w które wiedzie nas los, bo to, co nazwane, staje się nasze, w pewien sposób znajome, to-same, opowiedziane.

Żyjemy w kulturze zbudowanej na mitach i bajkach. To one nas tworzyły, objaśniały ogrom niezrozumiałego, potężnego świata, pozwalały nie odczuwać strachu przed ogniem, by móc bezpiecznie grzać się w jego cieple. To one pozwalały przez wieki wiedzieć, rozumieć, kim jesteśmy, skąd przychodzimy, a także w pewien sposób ucelowiały nasze życie… Mity, baśnie, bajki, opowieści na wszystkich poziomach, narracje proste, jak i te wielowątkowe, skomplikowane, przywodzące na myśl Wieżę Babel – tworząc je, tworzyliśmy złożony, niemal doskonały system cywilizacyjny, który pozwolił rozkwitać sztuce i myśli…

… Niemal doskonały, bo przyszedł czas, w którym zaczęliśmy zapominać o naszych mitologiach i opowieściach. Przestaliśmy opowiadać, opisywać świat, a rolę naszych prywatnych narracji przejęły te uniwersalne, kreowane przez media i popkulturę… Świat w nich smakuje jednolicie na wszystkich swych krańcach, jest pusty, jakby papierowy, nie uwodzi… A przecież świat, który nie uwodzi, nie ma sensu, rozpada się semantycznie, symbolicznie, razem z nami, którzy – mówiąc Heideggerem – jesteśmy w niego rzuceni.

Kiedy myślę o rzeczywistości, w której funkcjonuję – zwłaszcza w kontekście procesu żegnania się z Polską przed emigracją – brak narracji, zdolności splatania własnych opowieści przez ludzi uderza mnie najbardziej. Nie mówimy, nie nadajemy niczemu znaczeń, sensów i wartości. Pozwalamy sobie wtłaczać do głów gotowe, wykrojone na miarę zewnętrznych potrzeb schematy – w historii, w polityce, w wartościach. Smutne to, tragiczne.

A gdyby tak znów przejąć władzę nad światem, zredefiniować go, opowiedzieć od początku…?

Gosia Fraser