Rojowisko – rzecz o społeczeństwie ponowoczesnym (I)

Gdańsk Główny - dworzec PKP, maj 2009
Gdańsk Główny – dworzec PKP, maj 2009

Kiedy ostatnio jedliście wspólny obiad z rodziną, nie czując, że spotkanie jest wymuszone i męczące dla wszystkich stron…? Kiedy spędziliście więcej czasu na graniu w piłkę ze swoim dzieckiem, niż zatrzaśnięci w oddzielnych pokojach, z nosami utkwionymi w treściach wyświetlających się na (już nie wspólnych, jak jeszcze kilka lat temu) monitorach komputerów…? Pytam oczywiście retorycznie, bo atomizacja (czyli rozbicie na jednostki) naszego społeczeństwa jest już po prostu faktem.

Przywykliśmy, że bycie dobrym obywatelem, ojcem, ale też pracownikiem i funkcjonariuszem, to – oprócz zwracania uwagi na własne interesy – zwracanie jej również na sprawy osób, z którymi na co dzień mamy do czynienia (tudzież, zbiorowości, której jesteśmy częścią, w rodzinie, szkole, pracy, firmie). Ze szkoły zaś większość z nas wyniosła, że powinniśmy w swojej aktywności społecznej kierować się zasadą równości i tolerancji wobec zróżnicowania światopoglądowego i kulturowego, a także, umiejętnością zawierania kompromisów. Ile w tym wszystkim prawdy i jak wygląda rzeczywistość…?

Nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że w przeciwieństwie do założeń szczytnych ideałów ze szkoły jesteśmy zbiorowiskiem jednostek skupionych niemal wyłącznie na własnych, partykularnych interesach. Wykazujemy niewielkie znaczenie otaczającą nas sferą publiczną (rozumianą jako sprzężenie aktywności politycznej, społecznej i kulturowej), na przykład, żeby nie sięgać daleko – nie chodzimy na wybory. Od dyskusji o ważnych dla naszych lokalnych społeczności sprawach, wolimy odmóżdżające seriale albo przeglądanie portali plotkarskich. Jak zauważa w swej książce Płynna nowoczesność jeden z moich niewielu Mistrzów – Zygmunt Bauman, indywidualne zainteresowania i troski jednostek wypełniają całą przestrzeń publiczną, uzurpując sobie do niej wyłączność i wypierając z dyskursu publicznego wszystko inne. 

Czasem, przechadzając się ulicami wielu polskich miast, zastanawiałam się, czy w świetle opisanych wyżej spostrzeżeń możliwa jest jeszcze w ogóle ponowna socjalizacja nas jako obywateli. Uproszczone postrzeganie świata, jakie od niemalże początku naszych żyć wpajają nam media, nieprzygotowanie do przyjęcia skomplikowanych mechanizmów rzeczywistości, brak własnych poglądów, wreszcie – po prostu zwyczajna ignorancja… taki jest człowiek ponowoczesny, o którym pisałam idąc za Musilem jako o Człowieku-Bez-Właściwości.

Społeczeństwo powstałe na gruzach bycia razem, składające się z jednostek takich jak ja czy Ty, Bauman nazywa rojowiskiem. Pozorne więzy łączą nas w wielu przypadkowych momentach naszego życia, podczas gdy tak naprawdę jesteśmy całkowicie odrębnymi, autonomicznymi jednostkami pozbawionymi przywódcy i jakichkolwiek wartości, które mogłyby przekształcić je w jakkolwiek rozumianą wspólnotę. Nasza ruchliwość – czy raczej mobilność, wzmagana przez ekspansję nowych mediów, w istocie jest podstawą pozwalającą na zaistnienie roju – umożliwia punktową, wzajemną styczność jednostek, kontakt zminimalizowany do przekazu najprostszych, niezbędnych informacji, oraz… równie szybkie i punktowe przerwanie tego kontaktu. Nie bez znaczenia jest też możliwość utrzymywania kontaktów na odległość, która nigdy przedtem nie była tak kusząca i owocna w relacje, jak w dzisiejszym, naszym czasie.

Każdy człowiek wchodzący w skład roju, mimo swej jednostkowości i odrębności, o której jest całkowicie przeświadczony, funkcjonuje jednak na podobnej zasadzie, jak reszta. Tak, jak w rojowisku pszczół, tak i w ludzkim – poszczególne jednostki wykonują te same dla wszystkich czynności, w tej samej chwili, niemal symultanicznie, jednakże – nigdy razem. Rojowisko rządzi się zasadą jednoczesności, nigdy zaś wspólności. Tylko będąc indywidualistą z krwi i kości, a równocześnie Człowiekiem-Bez-Właściwości, można odnaleźć w roju swoje miejsce – niepowiązane z niczyim więcej miejscem, pozycją, zwłaszcza zaś – z trasą lotu.

O tym, jakie są konsekwencje bycia częścią rojowiska, ale też o ewentualnym powrocie do wspólności – za tydzień.

Gosia Rybakowska