Varia

Jurassic Park: o nauce i… dinozaurach

Jurassic Park

Zamawiając na aukcji internetowej wydaną w 1990 roku książkę Jurassic Park Michaela Crichtona, nie spodziewałem się, że dostarczy mi ona zarówno rozrywki, jak i materiału na intelektualne rozważania. Wbrew pozorom, Jurassic Park nie jest wyłącznie pełną akcji opowieścią o grupce przerażonych badaczy, na którą w dzień i w nocy polują sklonowane przez szalonego multimiliardera krwiożercze gady. Między wierszami książki przewija się głęboka analiza struktury ludzkiego zachowania i mechanizmów rządzących naszym życiem. Autor poddaje wątpliwości sens istnienia nauki i kwestionuje jej znaczenie, tym samym stawiając pod znakiem zapytania wartości, które przez ostatnie kilkaset lat podpowiadały kierunek rozwoju cywilizacji.

Wykorzystując fikcyjną postać Iana Malcolma – matematyka wyznającego teorię chaosu – Michael Chrichton serwuje czytelnikowi poglądy Ivara Ekelanda, Jamesa Gleicka i Heinza Pagelsa. Byli to żyjący w latach 50- i 60-tych matematycy i fizycy stojący za wieloma naukowymi twierdzeniami, w tym będącymi subtelnym meritum Jurassic Park teorii chaosu oraz zagadnienia równań nieliniowych. Będąc humanistą, nie potrafię w pełni pojąć skonstruowanych przez nich zasad i tłumaczeń dla powstawania, przemian i zanikania zjawisk, z którymi stykamy się na co dzień. Lektura powieści Michaela Crichtona skłoniła mnie jednak do refleksji nad nauką, czyli zapoznaniem się i rozwinięciem myśli, która od dłuższego czasu gniazdowała w głębi mojej świadomości.

W jednej ze swoich wypowiedzi Ian Malcom stwierdza, że nauka zyskała tak ogromną potęgę, że nagle stały się jasne jej ograniczenia (tłumaczenie Arkadiusza Nakoniecznika, 1993). Trudno się z nim nie zgodzić, albowiem oczywistym jest, że każde kolejne odkrycie w dowolnej dziedzinie – matematyce, fizyce, informatyce, a nawet sztuce i literaturze – doprowadziło do poznania jej granic. Formułowane przez badaczy teorie nie tylko „cywilizują” zachodzące we wszechświecie zmiany, czyniąc jest łatwiejszymi do zrozumienia dla potencjalnie zainteresowanego kręgu niewtajemniczonych, ale również – docierając do rubieży tematu, wyczerpując go i sprawdzając, gdzie leży koniec – udowadniają, że wiedza, a zarazem dotychczas uważany za bezdenny skarbiec odkryć rzeczywistości, nie są nieskończone.
Drugi problem ograniczeń nie dotyczy wyłącznie granic poznawczych. Badacze nie znają umiaru. Kończąc pracę nad jednym zagadnieniem, przygotowują się do następnego. Nie zastanawiają się nad konsekwencjami, ślepo wierząc w wyższość swojego celu i, być może zupełnie nieświadomie, makiawelizując dotychczas uważaną za czystą i szlachetną naukę. Kiedy w 1942 w Chicago zbudowano reaktor jądrowy, nie wiedziano jeszcze, że rozpoczęte w tamtym momencie prace nad wykorzystaniem atomu doprowadzą do skonstruowania pierwszej bomby jądrowej i śmierci blisko 100 000 osób. Jednakże czy to było tak trudne do przewidzenia? Fizycy i inżynierowie budujący reaktor doskonale zdawali sobie sprawę z możliwości tej technologii, a także wpływu, jaki jej udostępnienie będzie miało na cały świat. Ponadto, badacze zdawali się ignorować fakt, jak bardzo szkodliwe jest promieniowanie reaktora dla środowiska. Podobną niedbałość okazali chemicy, którzy stworzyli środki owadobójcze, które stosowane na tak ogromną skalę doprowadzają do degradacji gleby, a co za tym idzie – obumierania planety.

W wyścigu do kolejnych odkryć i osiągnięć, nauka zdała się zapomnieć o swoim niegdyś nadrzędnym celu – poznaniu. Nie ingerencji, modyfikacji, nieustannej potrzebie ulepszania, a poznaniu: szczegółowej analizie, z zachowaniem dystansu, szacunku dla badanego tematu i projekcją konsekwencji.
W chwili obecnej największe osiągnięcia naukowe dokonują się w dziedzinie technologii. Rzadko czyta się nagłówki gazet mówiące o spektakularnym odkryciu w dziedzinie fizyki lub matematyki. Możliwą przyczyną takiego stanu rzeczy są wcześniej wspomniane ograniczenia; być może wzrost potęgi nauki nareszcie się zakończył, a to za sprawą okowów nałożonych przez nią samą.

Ponadto, trudno ignorować dewaluację nauki jako dziedziny, a nawet – co jest dość odważnym stwierdzeniem – ideologii. Niegdyś badacze kontynuowali prace i zaczynali nowe projekty napędzani motorem pasji i chęci zapisania swojego nazwiska na kartach historii. Obie pobudki łatwiej uznać za szlachetne niż wszechogarniającą komercjalizację, która bezwstydnie panoszy się w dzisiejszych czasach. Laboratoria koncentrują się na zagadnieniach mających przynieść wielkie pieniądze, a inżynierowie dokonują wspaniałych rzeczy w dziedzinach, które są zaledwie tłem większego obrazu. Nowoczesne technologie, mimo bycia nieprawdopodobnie fascynującym tematem, są tak naprawdę pustym rynkiem konsumenckim, którego środek stanowi obietnica wzbogacenia się. Mało tego, jego rozwój jest kontrolowany w zależności od potrzeb dostawców i odbiorców: może być na przemian bardzo szybki, jak i powolny, a często nawet celowo ograniczany. Nauka straciła na wartości, straciła swój cel, uległa ogólnemu zepsuci i do swojej ideologicznej zagłady zmierzała od kilku dziesięcioleci. Doprowadziły do tego bezmyślność, chciwość i krótkowzroczność badaczy, dla których sam fakt możliwości przypisania sobie kolejnego odkrycia lub osiągnięcia stał się ważniejszy niż jego istota.
Jurassic Park jest pstryczkiem w nos dzisiejszego świata nauki. Fabuła książki mówi o Johnie Hammondzie, multimiliarderze, który na odludnej wyspie chciał stworzyć park rozrywki, którego główną atrakcją będą dinozaury. Te zwierzęta zniknęły z powierzchni Ziemi 65 milionów lat temu i bez wątpienia był ku temu powód. Opisując następujące po sobie tragiczne wydarzenia zadające kłam idei Hammonda i opatrując go filozoficznymi, lecz zaskakująco konkretnymi wywodami Iana Malcolma, Michael Crichton zasygnalizował problem moralności i lekkomyślności, które stały się przywarą dzisiejszego świata (w każdej dziedzinie, nie tylko nauce). Liczy się tylko tu i teraz, a także pieniądz lub sława, jakie może przynieść realizacja danego projektu. Jak wynika z paradoksalnie nazwanej teorii chaosu i równań nieliniowych, jest to działanie kruche i z góry zdane na porażkę. Ukryte w monologach Malcolma poglądy matematyków – tak inne od założeń badaczy opisanych wyżej – podkreślają bezsens gonitwy za własnym ogonem, a ja, choć nigdy nie sądziłem, że to nastąpi, całkowicie się z nimi zgadzam.

Jarosław MorawskiAutorem tekstu jest Jarosław Morawski, twitterowiczom znany jako @kreativtek. Jarek sam o sobie pisze: jestem uczniem technikum informatycznego, aktywnym użytkownikiem mediów społecznościowych, molem książkowym, dinomaniakiem i wielbicielem dobrej muzyki, a moim największym marzeniem jest żyć w latach 90-tych. Nie jest to opis wyszukany, ale prawdziwy i, mam nadzieję, dość przystępny. :-)

Co ja mogę dodać o Jarku? Że rozmawiając z nim o książkach i filozofii byłam zdumiona, że nie skończył kilku fakultetów uniwersyteckich. Jego umysł to przepastna skarbnica zainteresowań i przemyśleń, które potrafią wciągnąć na niejedną, wielogodzinną dysputę. Nie zawsze się zgadzamy, ale polemiki z nim to wielka radość – są zawsze twórcze i oparte na rzeczowej argumentacji.

Standard

3 thoughts on “Jurassic Park: o nauce i… dinozaurach

  1. Ciepły, ujmujący, inteligentny tekst. Aż miło ;) Tak jak piszesz, nauka straciła na wartości, straciła sens… bo się skomercjalizowała. Na szczęście nie każda jej gałąź, przynajmniej nie we wszystkich wymiarach.

  2. seductill says:

    To chyba mój pierwszy komentarz tutaj, więc trochę dziwne, że pod gościnnym tekstem… Bardzo udanym zresztą, bo celnie opisuje to, czego w takich naprawdę masowych mediach prawie nie ma albo jest marginalne. Prędzej powie się albo napisze o kolejnym superhiper wypasionym smartfonie, który od swojej poprzedniej wersji różni się obłością obudowy, niż prawdziwych odkryciach naukowych. A jeśli już się o nich wspomni, to chyba w ramach ciekawostki, bo w sumie co to ludzi obchodzi. A może to właśnie jest problem, że nie mówi się ludziom, jak ważne są badania naukowe?

    • Myślę, że nie chodzi o uświadamianie co do istotności badań naukowych, ale raczej o to, że ludzie nie widzą związku między badaniami a własnym życiem – dla nich nauka po prostu się na to życie nie przekłada. Nie ma związku (pozornie) z niczym, co jest przedmiotem konsumpcji – i tu mogłyby leżeć podstawy edukacji w tym temacie.
      Bardzo się cieszę, że napisałeś ten pierwszy komentarz. I cieszę się, że tu jesteś. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *