Uduchowione bogactwo Bizancjum

Wraz z upadkiem Rzymu (o sztuce którego pisałam głównie przez pryzmat tego, co można zobaczyć w Pompejach) rozpoczęła się epoka wieków średnich, często nazywanych ciemnymi, z czym kategorycznie się nie zgadzam – ale to temat na osobną notkę, (poświęconą odkryciom naukowym średniowiecza, które stały się podstawami nauki nowożytnej). Nie sam jednak upadek Cesarstwa, a również wędrówki ludów barbarzyńskich po całym świecie śródziemnomorskim, rozwój chrześcijaństwa i nauki Mahometa na Wschodzie tworzą ten czas, bogaty w treść każdego rodzaju, spośród której ukochałam sobie sztukę. Sztuka wczesnego średniowiecza mylnie bywa utożsamiana jedynie ze sztuką bizantyńską, o której dziś Wam opowiem; w rzeczywistości jest ona „przyrodnią siostrą” sztuki starochrześcijańskiej, która jest wcześniejsza i źródło znajduje w nieco innym geograficznie obszarze.

Bizantyńska mozaika podłogowa
Bizantyńska mozaika podłogowa

Czytaj dalej

Kraj na jawie, kraj we śnie – o prozie Dany’ego Laferrière’a

Nieznośny upał, brzęczenie much i powietrze ciężkie od zapachu przejrzałych owoców – właśnie tak wita czytelnika Haiti wyłaniające się z powieści Dany’ego Laferrière’a Kraj bez kapelusza. Ta wybuchowa mieszanka różnych stylów i gatunków literackich to przede wszystkim pamiętnik Starego Gnata, haitańskiego pisarza, po dwudziestu latach emigracji wracającego do domu po to, by napisać książkę o zombi. W Kraju bez kapelusza reportaż przeplata się z autobiografią, groteska – z filozoficznymi dywagacjami. Tym, co je łączy, jest absurd, wyłaniający się z każdego zdarzenia, które opowiada Stary Gnat, podchodząc do wszystkiego ze stoickim spokojem i dystansem. Czytaj dalej

Rojowisko – rzecz o społeczeństwie ponowoczesnym (I)

Gdańsk Główny - dworzec PKP, maj 2009
Gdańsk Główny – dworzec PKP, maj 2009

Kiedy ostatnio jedliście wspólny obiad z rodziną, nie czując, że spotkanie jest wymuszone i męczące dla wszystkich stron…? Kiedy spędziliście więcej czasu na graniu w piłkę ze swoim dzieckiem, niż zatrzaśnięci w oddzielnych pokojach, z nosami utkwionymi w treściach wyświetlających się na (już nie wspólnych, jak jeszcze kilka lat temu) monitorach komputerów…? Pytam oczywiście retorycznie, bo atomizacja (czyli rozbicie na jednostki) naszego społeczeństwa jest już po prostu faktem. Czytaj dalej

Wąską ścieżką, wśród cieni – Sopot, jakiego nie znacie

Kiedy w październiku zamykałam po raz ostatni drzwi warszawskiego mieszkania i jechałam na Pomorze nie spodziewałam się, że ostatecznie zamieszkam w Sopocie. Oczywiście, skrycie marzyłam o tym od dawna – ale wszyscy znamy argumenty, które sprowadzały moje marzenia na ziemię; ceny gruntu, drogie wynajmy, mała ilość mieszkań, turyści… Udało się jednak! Zima nie zachęcała do eksploracji wykraczającej poza ciasne, sopockie uliczki, wzdłuż których wznoszą się urokliwe, secesyjne wille i kamienice, ale kilka dni temu, wreszcie zrobiło się cieplej. Spacer, który miał być krótką przerwą w pracy i nauce, zmienił się w kilkugodzinną wyprawę szlakiem Sopockiej Ścieżki Turystyczno – Przyrodniczej. Chcecie popatrzeć, poznać, a może i wkrótce – przejść się? Zapraszam!

Sopot, pierwszy wiosenny deszcz
Sopot, pierwszy wiosenny deszcz

Wybaczcie „instagramową” jakość zdjęć. Spontaniczne wyjścia z domu nie służą jednak pamięci o ładowaniu baterii lustrzanki i o zabieraniu z sobą dość ciężkiego sprzętu, ponadto znając mnie już nieco z pewnością wiecie, że bardzo lubię korzystanie ze wszystkich dobrodziejstw społecznościowych (i nie tylko) aplikacji na urządzenia mobilne, a Instagram to czasem prawdziwy skarb!

Zespół willowo-parkowy przy ulicy Franciszka Goyki 1-3
Zespół willowo-parkowy przy ulicy Franciszka Goyki 1-3

Otoczona parkiem, wystawna willa gdańskiego kupca Wilhelma Juncke fascynowała mnie od dawna. Widoczna z pociągów popularnej, trójmiejskiej SKM-ki, otoczona pięknymi, wiekowymi drzewami, zachwyca architekturą i unoszącą się wokół niej aurą delikatnej, mglistej tajemnicy. Willa została wybudowana w ostatnim dziesięcioleciu XIX wieku. Dom w połowie wciąż jest zamieszkany, a nieremontowana od dawna ulica do niego wiodąca odsłania stary, niemiecki bruk…

Jeden z kilku strumieni przecinających sopockie lasy
Jeden z kilku strumieni przecinających sopockie lasy

Podczas trzech lat spędzonych w Warszawie najbardziej brakowało mi możliwości obcowania z przyrodą. Przyzwyczajona do częstych, rowerowych wypraw nad jezioro z czasów mieszkania z rodzicami w Poznaniu, w Warszawie nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca. Uboga w tereny zielone jest polska stolica, a Zalew Zegrzyński… wierzcie mi, to nie to. Trójmiasto jest pod tym względem rajem – Trójmiejski Park Krajobrazowy, Lasy Oliwskie, a także Sopot – w nieuczęszczanej przez turystów części – leśny, pachnący liśćmi i wilgocią, odzywający się głosem kaczek, ropuch i owadów…

Sopot - Kamienny Potok

Sopot - Kamienny Potok

Sopot - Kamienny Potok

Idąc Sopocką Ścieżką Turystyczno – Przyrodniczą, na której początek trafiłam w pobliżu willi przy ul. Goyki, znalazłam się w pewnym momencie jakby poza czasem i z dala od obowiązujących na co dzień reguł miejskiej, rutynowej gry zamieszkiwania, bycia w przestrzeni i obcowania z naturą; zdjęcia poniżej to kolejna willa, na którą natknęłam się nieopodal sporego, ziemnego osuwiska spowodowanego przez wartki nurt spływającego z moren strumienia… Położony wśród posępnych, czarnych drzew dom sprawiał niesamowite wrażenie spokoju, dumy i niemal wiecznej ciszy, zaburzanej jedynie przez łopoczącą na ciepłym wietrze, polską flagę:

Górny bieg ul. Haffnera, położona w lesie na skraju Skarpy Sopockiej, zamieszkana willa
Górny bieg ul. Haffnera, położona w lesie na skraju Skarpy Sopockiej, zamieszkana willa
Górny bieg ul. Haffnera, położona w lesie na skraju Skarpy Sopockiej, zamieszkana willa - oficyna
Górny bieg ul. Haffnera, położona w lesie na skraju Skarpy Sopockiej, zamieszkana willa – oficyna

Sopocka Ścieżka Turystyczno – Przyrodnicza ma do zaoferowania dużo więcej – nie będę jednak zdradzała tu wszystkiego. Osiemnastowieczny, opuszczony młyn papierniczy, przyległy do niego staw, który niegdyś napędzał młyńskie koło, siedemnastowieczne słupy, niegdyś podtrzymujące nadproża nieistniejącego już domu – wiele tu do zobaczenia, podobnie jak wiele kilometrów do przejścia, dla wszystkich, którzy choć na chwilę zechcą spojrzeć na Sopot inaczej, niż jedynie przez pryzmat skomercjalizowanego do granic możliwości „Monciaka” i przyległości.

Gdy zapada noc: Hecq

Latem noce na Pomorzu bywaja suche i gorące. Uwalniane z grubych, poniemieckich murów ciepło wzbija się do góry, wpełzając do pokoju przez uchylone okno, razem z zapachem maciejki i drzew, z morską bryzą i wszystkimi szeptami nocnego miasta. To noce, kiedy zmęczenie przynosi z sobą jedynie bezsenność i odległe spojrzenie w rozgwieżdżone niebo, czarne jak aksamit, na którym ktoś szczodrą ręką rozsypał miliony diamentów… W jedną z takich nocy poznałam Hecq, czyli Bena Lucasa Boysena – niemieckiego producenta muzycznego, którego z chęcią nazwałabym jednym z najznamienitszych malarzy muzycznych krajobrazów.

Hecq
Hecq

Nie wiem, kim był Człowiek, od którego dostałam płytę Night Falls. Rozmawialiśmy tamtej gorącej, czerwcowej nocy roku 2009 dobre kilka godzin, opowiadając sobie nawzajem swoje życia. Smutek ma to do siebie, że bywa wspólny dla wszystkich. W tajemniczy sposób łączy, czasem – silniej niż wiele lat znajomości i przyjaźni. Kuba, bo tak miał na imię wysoki, bardzo smutny gdynianin, który podarował mi płytę, dał mi coś więcej, niż tylko muzykę – Night Falls to rozległe pola pozornej pustki, kreślone technicznymi, chłodnymi drganiami syntezatora, otwierające we mnie niezmierzoną przestrzeń myśli. To skala szarości, skroplona, skondensowana, do granic emocjonalna, przecinająca człowieka na wskroś, drążąca w nim nisze i wnęki, w których odtąd zimować będą wypierane na co dzień uczucia.

Hecq - Night Falls
Hecq – Night Falls

Hecq przelał w ten album wszystkie brzmienia ludzkiego smutku. Egzystencjalnego, głębokiego, często złączonego ze strachem. Night Falls to jedyna płyta, która odznacza się tak ogromną melodyjnością i jest wolna od dominacji oddechu maszyn, które zawsze inspirowały jego twórczość. Ludzka, a zarazem absolutna, minimalistyczna, a jednocześnie bogata w ukryte, niemal nieuchwytne szmery, szepty i drgania, zawsze będzie dla mnie towarzyszką wspomnień jednej z moich najtrudniejszych sytuacji życiowych, a zarazem ogromnym świadectwem siły rozmów i relacji, jakie nawiązujemy – często zupełnie przypadkowo.

Czasem jeden uśmiech, wspólny bieg plażą i kilkugodzinna opowieść o własnych wspomnieniach uzdrawiają. Muzyka jest wówczas najlepszym opatrunkiem. Posłuchajcie utworu, który na zawsze już będzie dla mnie wspomnieniem ciężkiego od gwiazd nieba, które nocą przegląda się w gładkim jak tafla rtęci morzu:

O zbyt ciasnym świecie i płynnej tożsamości

Gdańsk - wklejka na murze kamienicy w Głównym Mieście

Kiedy przeczytacie tę notkę, będzie zapewne już dość późna, wieczorna godzina. Może usiądziecie z filiżanką ciepłej, odprężającej herbaty z laptopem na kolanach, a może wciąż będziecie siedzieć przy biurku, zawaleni pracą, nauką i innymi obowiązkami, a wejście na bloga będzie jedynie krótką chwilą przerwy… ? Możliwe też, że wcale nie zajrzycie do mojego tekstu dzisiaj. Będziecie na to zbyt zmęczeni całym dniem spędzonym w biurze, a może na hali, potem zaś – w komunikacji miejskiej, w samochodzie, w irytujących korkach. Na Okruchy rzucicie więc okiem jutro – przy kawie, na smartfonie, może w wolnej chwili w pracy. Czytaj dalej

Jurassic Park: o nauce i… dinozaurach

Jurassic Park

Zamawiając na aukcji internetowej wydaną w 1990 roku książkę Jurassic Park Michaela Crichtona, nie spodziewałem się, że dostarczy mi ona zarówno rozrywki, jak i materiału na intelektualne rozważania. Wbrew pozorom, Jurassic Park nie jest wyłącznie pełną akcji opowieścią o grupce przerażonych badaczy, na którą w dzień i w nocy polują sklonowane przez szalonego multimiliardera krwiożercze gady. Między wierszami książki przewija się głęboka analiza struktury ludzkiego zachowania i mechanizmów rządzących naszym życiem. Autor poddaje wątpliwości sens istnienia nauki i kwestionuje jej znaczenie, tym samym stawiając pod znakiem zapytania wartości, które przez ostatnie kilkaset lat podpowiadały kierunek rozwoju cywilizacji. Czytaj dalej

Granice interpretacji – podsumowanie


Kiedy zaczynałam cykl notek o semantyce, nie do końca planowałam tak wiele miejsca poświęcić podłożu, na którym wyrastała i kształtowała się interpretacja literacka. Zrozumiałam jednak szybko, że historia i kultura, ściśle z sobą splecione, istotnie są jak DNA naszego podejścia do tekstów i sposobu, w jaki obcujemy ze światem znaczeń. Czytaj dalej