O interpretacji – część trzecia

Bazylika NMP Gdańsk

Zeszłotygodniowa notka semantyczna była wprowadzeniem w zagadnienia hermetyzmu, na które nie starczyło przestrzeni – dajcie mi proszę znać, jeśli będziecie mieli ochotę na czytanie postów o objętości pracy doktorskiej.

Kiedy myślę o rzeczywistości hermetyzmu, wiem, że każdy postrzegany przez ten pryzmat przedmiot zawiera w sobie tajemnicę. Kiedy rozwikłamy jakąś zagadkę, ona odnosi się do innej zagadki, a ta z kolei – do innej, aż do zagadki ostatecznej, która nie istnieje – według hermetyzmu zagadka ostateczna urzeczywistnia się w fakcie, że niewiadomą jest wszystko. Kto myśli, że odkrył jej sens – unosi się jedynie nieświadomie na powierzchni.

Władza poznająca, którą dysponujemy – intelekt, obciążony ideami (nous), umysł rozpoznający substancje składające się na świat – przeprowadza nas przez świat wskazując na to, że żaden mistycyzm nie istnieje. Tak było w starożytności, bo w czasach dominacji hermetyzmu, nous oznacza władzę poznającą za pomocą mistycznej intuicji, iluminacji, czy też wizji. Człowiek poszukujący poznania w tym czasie wcale nie odczuwa potrzeby budowania racjonalności – wystarcza mu oczekiwanie na święty znak.

Poznanie tego rodzaju owocuje zaprzeczeniem linearności czasu – skutki zaczynają więc oddziaływać na wszystkie swoje przyczyny (co w warunkach obowiązywania praw logicznych, które rządziły interpretacją i poznaniem w starożytności – pisałam o tym w pierwszej notce z cyklu – było niemożliwe). Pojawia się nauka o języku, który staje się narzędziem odkrywania i rozumienia, ale też zaklinania rzeczywistości – filologia. Hermetyzm rozumiany jako sposób interpretacji świata zwycięża też w średniowieczu – znajduje wyraz w scholastyce, w osobliwym neoplatonizmie, który bierze górę w myśli tego okresu. Mistycy, alchemicy, poeci i filozofowie stają się więźniami neurotycznej świadomości czasów, w których żyją i własnej roli w świecie – prawda jest tajemnicą. Nic nie odsłania jej w wymiarze ostatecznym, można jedynie przesunąć tajemnicę, która prawdę spowija, w inne miejsce. Świat jest rezultatem pomyłki.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa rodzi się też gnostycyzm – poznanie to przede wszystkim hołd dla pozaracjonalnych intuicji i koncepcji, jakoby wiedza miała być zbawczym darem Boga. Mistyczny przekaz w boskim objawieniu, samo bóstwo ma w sobie zarodek zła, pewien androgyniczny rys – jest od początku sprzeczne i nietożsame z samym sobą. Demiurg jest bóstwu podporządkowany, dając życie niestabilnemu, obarczonemu błędami światu. W tym świecie uwięziona jest cząstka boskości, czas natomiast w swojej istocie jest niczym więcej, niż zdeformowaną imitacją wieczności. Syndrom odrzucenia czasu i historii dla gnostycyzmu jest niezwykle właściwy – gnostyk postrzega świat jako wygnanie, a siebie jako ofiarę swego własnego ciała, które jest grobem i więzieniem. Istnienie jest chorobą, a ze świata trzeba znaleźć jakieś wyjście. Człowiek owładnięty gnostycką historiozofią żyje w przekonaniu, że ma w sobie nadludzką moc dzięki temu, że bóstwo może naprawiać świat jedynie przy współpracy z nim – tylko ci, którzy staną się nadludźmi w wyniku odkrycia części boskości w sobie, będą mogli dążyć do prawdy, a co za tym idzie – odkupienia.

Pierwiastki gnostyckie ujawniają się też w dobrze znanym ze średniowiecza, literackim motywie miłości dworskiej. Wyrzeczenie się, utrata ukochanej osoby – szczególne doświadczenie cierpienia, ale też związek czysto duchowy, symboliczny, wykluczający seksualność i jakiekolwiek przejawy ludzkich słabości. Średniowiecze przynosi też eskalację mistycyzmu w duchowości chrześcijańskiej – wędrowni wizjonerzy, którzy dążyli do wzmocnienia świętych wizji poprzez umartwianie własnego ciała, ale i ekscesy seksualne, mistyczne ekstazy, które kształtowały emocjonalno-religijną rzeczywistość tamtych czasów, znalazły liczne odzwierciedlenia w sztuce (jak choćby u Bernininiego – Ekstaza św. Teresy).

Nietrudno też doszukać się gnostyckich korzeni XIX-wiecznego romantyzmu i idealizmu. Leżą one w przekonaniu, że czas i historia podlegają interpretacji, a człowiek staje się protagonistą w dziele powtórnego zespolenia Ducha. Marksizm i leninizm przenoszą inspirację gnostycką do reguł, na których budują funkcjonowanie partii – jej członkowie to grupa wybranych, którzy posiadają klucz do wiedzy i odkupienia ludzkości. Dwudziestowieczny egzystencjalizm, zwłaszcza widziany przez pryzmat pism Heideggera, który pisze, że istnienie jest w istocie rzuceniem w świat, ale też dekadencja i pesymizm, które dziś wyzierają z każdego niemal potępienia kultury masowej, na jakie zdobywa się współczesna „arystokracja myśli” zdają się jasno odwoływać do przekonania o elitarnym charakterze wiedzy (co prawda inaczej już rozumianej, raczej jako świadomość kulturowa, jako umiejętność poruszania się w sterującym światem zalewie bezwartościowej informacji), która ściśle złączona jest z tajemnicą.

Za tydzień w poniedziałek – podsumowanie, epilog, w którym opowiem o hermetycznej postawie wobec tekstu i granicach interpretacji, o których chciałabym, by stały się bezpośrednim pomostem do pierwszego tekstu z cyklu.

Gosia Fraser