Filozofia

O interpretacji – część pierwsza

Stary Cmentarz Żydowski w Pradze

Tydzień temu miałam napisać Wam pierwszy spośród obiecanych wcześniej, właściwych tekstów o semantyce, do których wstępem była ta notka (klik). Chciałam opowiedzieć Wam o tym, czym są tzw. intencje, z którymi mamy do czynienia interpretując wszelkie teksty… po czym zrozumiałam, że to byłby zbyt gwałtowny skok. Jest bowiem coś, co musi zostać opowiedziane zanim dotrzemy do tematu intencji – to zagadnienie interpretacji w ogóle. Bez jego wyjaśnienia nasza dalsza podróż przez semantykę po prostu nie będzie miała sensu.

Nie będę przepisywać definicji z Wikipedii, zresztą – nigdy tego nie robiłam, o czym dobrze wiecie. Nie powiem Wam też, czym interpretacja jest – opowiem Wam o granicy. Bo to właśnie dzięki pojęciu modus można interpretację zrozumieć najlepiej. Granica ujawnia się, gdy obcując  z tekstem konfrontujemy racjonalizm z irracjonalizmem. Gdy wiara ściera się z pewnością i wiedzą. Tak było od wieków (o czym za chwilę), tak jest i teraz – bo dzięki granicy wyznaczamy swoją tożsamość jako interpretatora. Modus jest niebezpieczna – niesie z sobą ciężar, który raz rozpoznany, określa stałość tożsamości, jaką przybieramy interpretując. Ta tożsamość to nic innego jak bycie w ramach lub poza nimi – czyli określenie linii, po przekroczeniu której wchodzimy z interpretacji w nadinterpretację.

Dawniej, interpretacja oznaczała rozumienie, znajomość przyczyny. Żeby jednak móc funkcjonować w kategoriach przyczyn, potrzeba świadomości trzech praw klasycznej logiki, które rządzą światem znaczeń, a raczej – stabilizują go w pewien sposób;

zasada tożsamości ( równa się a, a nie może równać się b)

zasada niesprzeczności (żadna rzecz nie może jednocześnie być i nie być a)

zasada wyłączonego środka (jest albo prawdziwe, albo fałszywe – trzecia możliwość nie wchodzi w grę, lub, jak wolą klasycy – tertium non datur).

Trzy powyższe zasady sprawiają, że świat interpretacji, w którym się poruszamy, jest linearny – wszystko następuje od przyczyny do skutku. Linearność ta przez wieki dawała człowiekowi poczucie stabilności, normowała, konstytuowała istnienie intelektualnych bytów, z którymi obcował w tekstach. Wykroczenie poza nią natomiast było równe śmierci (a przynajmniej szaleństwu). Gdzie szukać jej śladów? Choćby w łacińskiej składni, która w toku rozwoju piśmiennictwa w językach narodowych „przeniesie się” na ich grunt, a także w systemie hierarchii logicznej. Dobrym obrazem tego, jak pracuje następstwo przyczynowo-skutkowe, o którym mowa, jest problem Tomasza z Akwinu, o którym głośno było nie tylko w średniowieczu; pewnego dnia zapytano go: Czy Bóg może przywrócić dziewictwo, skoro jest wszechmocny? Z punktu widzenia prostej wiary i ludzkich chęci, odpowiedź na pytanie wydaje się oczywista. Akwinata jednak zaprzeczył, wskazując na to, że i owszem – wszechmoc Boga sprawia, że mógłby to uczynić, jednakże nigdy do tego nie dojdzie – naruszyłby wówczas prawa czasu, które ustanowił jako naturalne dla świata (a przy okazji, zaprzeczyłby sam sobie).

Tyle logiki, a może – bycia po racjonalnej stronie granicy, dzięki której określamy interpretację. W części drugiej opowiem Wam o zdecydowanie mroczniejszej, ale historycznie – o niebo bardziej ponętnej, szalonej jej stronie. Jak myślicie, gdzie leżą jej korzenie? :)

Standard

2 thoughts on “O interpretacji – część pierwsza

  1. Pingback: O interpretacji - część pierwsza - Filozofia | Okruchy Kultury

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *