Kultura, Sztuka, Zapiski z podróży

Opowieści miasta, które jest jak popiół

Jakiś czas temu zamarzył mi się powrót do przeszłości. Nie wiem, czy to za sprawą muzyki, której słucham (Vangelis przeplata się z Love Is Colder Than Death – ciekawą niszą, o której opowiem Wam w innej notce), czy też ze względu na zbliżającą się wiosnę (a wiosna to u mnie zmiany, podróże i nowe decyzje, zawsze)… Wspomnienia nie zawsze są bezpieczne, ale zaryzykowałam. I właśnie w ten sposób trafiłam do Włoch. W środek upalnego lata roku 2007, pod niebo błękitne i bezchmurne, do krainy pysznych oliwek i soku z pomarańczy, niecierpliwie rozrywanych palcami na ulicach Sorrento.

Pompeje, tuż po świciePompeje tuż po wschodzie słońca

Kraj to dziwny, nierówny, pachnący szorstką od morskiej soli miłością, pyłem Umbrii wdzierającym się brutalnie w nozdrza nawet przed świtem. Kraj, w którym nauczyłam się zawieszać rozumność i oddawać pole emocjom we wszystkich ich odcieniach. Nie powiem Wam, czy bardziej ukochałam sobie Północ i cudowną Wenecję, Florencję i Sienę (o których też będzie jeszcze mowa), czy też cierpkie i na swój sposób surowe Południe (przez  wielu postrzegane jedynie jako kolebka przestępczości i wylęgarnia wszystkiego, co we Włoszech najgorsze, co jest absolutną nieprawdą). Wiem jedno – to właśnie ono nauczyło mnie smakować ten kraj. Płonący przed wieczorem Neapol, wspomniane już Sorrento, do którego pielgrzymuje się tysiącem chłodnych, omszałych stopni, Pompeje i Herkulanum…

Pompeje

Dziwne to uczucie, kiedy wchodząc pomiędzy błyskawicznie nagrzewające się mury pompejańskich domów ma się cały rzymski świat u stóp. Poddany, zniszczony wybuchem Wezuwiusza, upokorzony, na zawsze pachnący strachem i zamętem tamtego poranka, gdy popiół zaczął pokrywać rzeczywistość szarą, gęstą warstwą śmierci. Pompeje są jak sen – piękny, a zarazem tragiczny i nieskończenie smutny sen. To jedno z tych unikalnych miejsc, które zaklinają wieczność, odsłaniając przed obserwatorem całe bogactwo przeszłości, z którego na co dzień nie zdajemy sobie nawet sprawy… I oto wchodząc do umarłego miasta mamy przed sobą miejsce wypoczynku znudzonych tłokiem stolicy Imperium notabli, brukowane równo ulice (z fascynującymi, fallicznymi drogowskazami prowadzącymi do lupanarów), domy, w których zastosowano niemal wszystkie odkrycia architektoniczne i konstrukcyjne tamtych czasów – kopuły, sklepienia i łuki, wreszcie – ślady rozwiniętego na ogromną skalę przemysłu szklanego czy brązowniczego – naczynia szklane, których wyrobu rzymianie nauczyli się od Fenicjan, docierały nawet do najdalszych, północnych krańców Imperium.

Pompeje - przydomowa kapliczkaPrzydomowa kapliczka zwrócona ku wschodniej stronie atrium

Mówi się, że Rzym nigdy nie wytworzył specyficznego dla siebie stylu w żadnej spośród wielu dziedzin sztuki – począwszy od architektury, skupionej wokół dziedzictwa Etrusków (aspekty konstrukcji i mechaniki budowli, na przykład – słynna na cały świat kopuła Panteonu), poprzez porządki kolumn i estetykę dekoracji (silnie zakorzenione w Grecji), aż po rzeźbę, która udoskonaliła helleński realizm, ale w gruncie rzeczy nie stworzyła nic nowego. Nigdy nie mogłam (i nie mogę wciąż) zdecydować się, jak właściwie się do tego ustosunkować – z jednej strony to prawda, postrzegając sztukę rzymską czysto analitycznie i przez pryzmat historyczny – to rzemiosło, na doskonałym poziomie, ale rozwijające się głównie w kwestii kopiowania greckich wzorców. Z drugiej zaś – tak, pożryjcie mnie! – to potęga polityki Imperium, która rozpowszechniła wzorce helleńskie na ogromnej przestrzeni, która stworzyła cudownie geometryczną urbanistykę i pierwszą uniwersalną kulturę, na której zbudowano podwaliny naszego świata…

Pompeje - wnętrze domuBogata ornamentyka wnętrza jednej z pompejańskich willi

Pompeje są idealnym przykładem tego, co w rzymskiej sztuce i architekturze najlepsze  – proste, krzyżujące się idealnie ulice, kwartały domów pomiędzy nimi, kreślone sprawną ręką matematyków i planistów. Rzymskie wille z atriami, które skrywają przydomowe kapliczki, mozaiki (jak najsłynniejsza Cave Canem), pomieszczenia pełne malowideł zaskakujących kolorem i naturalnością światłocienia (od nich malarstwo rzymskie w ogóle historycy sztuki nazwali malarstwem pompejańskim)… doskonale skonstruowany, w pełni dopracowany, najlepszy z możliwych na tamte czasy świat.

Pompeje - mozaika Cave CanemMozaika Cave Canem na przydomowym dziedzińcu, przebitym światłem upalnego poranka

Pompeje - freski we wnętrzu jednego z domówSłynne pompejańskie freski

Jest w tym zalanym słońcem mieście coś mrocznego, nieskończenie smutnego i tajemniczego zarazem. Pozorna suchość powietrza, skwar i głosy ludzi krążących po ulicach nie niwelują obecności unoszącej się tam śmierci – zwłaszcza, gdy docieramy do ekspozycji odlewów wykrzywionych bólem ciał ludzi, którzy bezskutecznie próbowali zasłaniać się przed pokrywającym ich miasto pyłem wulkanicznym. Rzucone ciężko pomiędzy potłuczoną ceramikę leżą fantomy ludzkich żyć, turyści ukradkowo błyskają fleszami… Kilkanaście minut później stałam znów w korku na drodze wjazdowej do Neapolu, po prostu nie rozumiejąc. I dobrze. To jedna z tych rzeczy, których nigdy nie chcę rozumieć.

I tak, przepraszam za złą jakość zdjęć. Cyfrowy kompakt – wówczas jedyny dla mnie dostępny aparat – tak naprawdę wcale nie jest przyjacielem człowieka. 

Standard

One thought on “Opowieści miasta, które jest jak popiół

  1. Pingback: Uduchowione bogactwo Bizancjum - Historia sztuki | Okruchy Kultury

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *