Po co nam wiedza…?

To nie będzie tekst, którym, moi drodzy, pogłaszczę Was po główkach. To nie będzie też apologia nauki, życia anachorety, czy jakiejkolwiek innej, wzniosłej bzdury, jaką karmią nas opowieści o intelektualnych cnotach i bogactwach. Ta notka to tylko kilka myśli o tym, jak uciekamy od wiedzy, jak panicznie potrafimy się jej bać… i jak bardzo odwrotnie powinno być.

Adam i Ewa - DuererPowinno, a nie jest, bo dawno już przestaliśmy pragnąć owoców z drzewa poznania, bo uprościliśmy się, konsumując nasze współczesne „tu” i „teraz”… A był przecież czas, kiedy ambicje poznawcze człowieka potrafiły zmieniać perspektywę całego świata, prawda? Wygnanie z raju to tylko początek – wiedza, o której marzyliśmy, pragnienie prowadzące do świadomości, że od teraz, od lśniącej skórki jabłka trzymanego w dłoniach kobiety, trzeba będzie zaakceptować nowoodkrytą nagość… Ach, to przecież tylko mitologie, słowa, opowieści…

Wiedza zawsze obnażała prawdę przed człowiekiem. Mówiła to, czego uparcie nie chcieliśmy słyszeć, czego baliśmy się, patrząc w pradawne niebo, usiane miliardem gwiazd… Baliśmy się, a przecież powinniśmy uczyć się budować nasz świat ze świadomością tego, czym jest wiedza, prawda…?

Początki wiedzy to nie tylko greckie szaleństwo wieszczenia, o którym pisałam już wcześniej. Kolejny etap ludzkiej drogi do poznania to demitologizacja świata. I nieustanna walka z odkryciem, że nie wszystko jest stałe, niezmienne. Przeciwnie – wszystko jest płynne, a rzeczywistość nie zawsze jest taka, jaką się jawi…

Alegoria platońskiej jaskini

Jedną z najpotężniejszych figur filozoficznych, które pokazują problem, jaki od wieków dręczy człowieka w związku z dążeniem do wiedzy, ba – z poznaniem w ogóle, jest alegoria jaskini z VII księgi platońskiej Politei. Wszystko, co skuci kajdanami ludzie przebywający w jaskini oglądają na jej ścianach  – przesuwające się, migotliwe cienie, zjawy, mary – uważają za rzeczywistość… Jeden spośród nich uwalnia się, wychodzi z jaskini na zewnątrz i zdaje sobie sprawę, że wyjście tam jest jak wyjście z cienia. Bez tego heroicznego, desperackiego wręcz aktu, mógłby nigdy w życiu nie zdać sobie sprawy z tego, że przebywa w zamknięciu… a przecież to pomieszczenie, te projekcje, obrazy na ścianach, to tylko substytut rzeczywistości. Ta cudowna, niesamowita świadomość spowodowała, że uwolniony filozof postanowił wrócić do jaskini i opowiedzieć innym o swym odkryciu; ludzie! To wszystko, w czym żyjecie, jest takie niepewne, kruche, chwilowe! Budujecie siebie na piasku chwili! … W jaskini zaczyna się poruszenie, bo przecież jeszcze chwilę temu nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, jak są skrępowani… I wisząca nad ich głowami możliwość wyboru, jak obosieczny miecz; czy pogodzić się ze zniewoleniem…? A może… wyjść?

Wyjść, do wiedzy, w nieznane, które rodzi problem pogodzenia się z istnieniem innego świata niż nasze własne ograniczenia, strachy i dawno wydreptane ścieżki. Wyjść i zrozumieć, że to właśnie dzięki temu wyjściu rozwiązać można sobie wszystkie dylematy codzienności… Bo jeśli człowiek chce być człowiekiem, musi znaleźć coś większego od siebie, musi poszukiwać, poznawać, pragnąć. Musi śnić, marzyć, otwierać wciąż nowe światy. To nie jest łatwe, a niekiedy nawet przyjemne.

Zdać sobie sprawę z faktu, że mamy 97% wspólnych genów z muszką owocową, a chwilę później czytać Joyce’a czy Hemingwaya, odrywać się od ziemi, chwytać szczęście, spełnienie… ciepłem własnych rąk?

A może wtopić się w wirtualną rzeczywistość, przestać analizować, zagłębić się w konsumpcję, w ciszę, przeminąć, zasnąć i zniknąć…?

Sami wybierajcie. Ja wybieram od lat, codziennie.

Gosia Rybakowska
  • Tekst naprawdę daje do myślenia.

  • Jarosław

    No i w tym „płynnym” świecie filozofia właśnie utonęła. Ja się nią jeszcze troszeczkę interesuję, ale dla normalnego człowieka, od którego wymaga się dziś praktycznych umiejętności, cała ta filozofia to ciąg bełkotliwych zdań, które co pewien czas przeczą same sobie. Niektórzy chyba są zbyt pochłonięci zdobywaniem wiedzy i nie starcza im czasu na myślenie, żeby to dostrzec…