Wymijając grecką łagodność

Nie wiem, jaki sens miałoby pisanie opasłej notki o sztuce greckiej, skoro powiedziano o niej całe mnóstwo rzeczy, w dodatku – zrobili to ludzie milion razy bardziej kompetentni ode mnie (vide Estreicher, Białostocki). Mimo wszystko, chciałabym napisać kilka słów, krytycznych wobec tego, jak przyzwyczailiśmy się ją postrzegać.

Przy okazji – wszystkie dalsze teksty dotyczące historii sztuki, od tego poczynając, będą miały charakter bardziej eseistyczny i nie zawaham się nasycać ich własnymi opiniami. Od edukacji rozumianej pozytywistycznie są podręczniki, a nie blogerzy. ; )

Kolumna grecka porządku jońskiego

Kolumna grecka porządku jońskiego

Jedną z największych bzdur, jakie pozwoliliśmy sobie wmówić w ciągu całego toku edukacyjnego (w ciągu którego kilkakrotnie większość z nas styka się z problematyką greckiego antyku, na lekcjach literatury czy też sztuki), to twierdzenie, że sztuka starożytnej Grecji jest darem epoki, w której dominowały pojęcia harmonii i stabilności (filozoficznej, estetycznej, poznawczej).

W tym miejscu nie wiem, w jaki sposób powinnam ugryźć wytłumaczenie tego „oskarżenia” współczesnej interpretacji sztuki greckiej; z jednej strony mogłabym zrzucić winę na poezję XIX wieku, na wszystkie wcześniejsze Grecją fascynacje, na stwierdzenie, że linia greckiej architektury czy rzeźby sama o taką recepcję się prosi… ale nie, to nie do końca tak.

Grecja epoki archaicznej (której zawdzięczamy wiele pięknych i do dziś podziwianych zabytków architektury, rzeźby, jak i rzemiosła) spowita była mrokiem, który może równać się jedynie dzisiejszym, płynnym czasom… Kto nie uświadamia sobie grozy, jaką niosły wówczas wiecznie zawieszona nad głową człowieka, agresywna boskość Dionizosa, czy też oddalone w czasie, lecz niezbicie obecne okrucieństwo Apollina, niech zajrzy do notek z zakresu filozofii – myślę, że co nieco wyjaśniają.

Harmonia, światło, stabilność – wartości, które rozwinęła w sobie sztuka grecka, moim zdaniem nie świadczą o kondycji mentalnej czy intelektualnej społeczeństwa, w którym były wykorzystywane. Wraz z całą filozofią epoki klasycznej, która „porządkuje” nieco grecką duchowość i wyzwala ją spod grozy, niemalże terroru, niesionych przez religię, sztuka ta jest wyrazem dążeń, pragnień, wreszcie – działań ludzkich wymierzonych w to, by rozproszyć mrok.

Każda klasyfikacja, standaryzacja (jak w przypadku porządków architektonicznych czy też standardów ludzkich proporcji w rzeźbie) służy wprowadzaniu równowagi w miejsce wcześniej jej pozbawione… wydobywa ład z chaosu, jakkolwiek tendencyjnie by to nie brzmiało. Tak i często mam wrażenie, że greckie próby kontrolowania świata, w którym dane było żyć ludziom tamtych czasów, przesadna wręcz dbałość o cnotę, skłonność do moralnych ocen, wreszcie – wola nurzania się w pięknie rozumianym w najbardziej etyczny z możliwych sposobów – to wszystko próby radzenia sobie z tym, co dziś nazywamy egzystencjalizmem, a nawet nihilizmem – to kolejne, tym razem – nie religijne – zaklinanie, czarowanie świata. Prawda – bardzo piękne, ale nie mające nic wspólnego z racjonalnością, której w greckiej sztuce upatruje niemal każdy z nas, od początku szkoły podstawowej.

Głowa GorgonyGłowa Gorgony

Nigdy nie przepadałam za sztuką grecką, właśnie ze względu na jej zbyt stateczny, zakłamujący rzeczywistość charakter – później jednak odkryłam jej specyficzne obszary, takie, jak te związane z teatrem czy, konkretniej – z rytuałem misteriów eleuzyńskich, w których ujawnia się całe bogactwo greckiej religii, wraz ze wszystkimi emocjami, jakie budziła ona w człowieku.

Chciałabym zakończyć tę notkę w sposób otwarty, pytając wprost – wolicie w przypadku notek o sztuce formułę szkolną, czy taką właśnie, jak dziś? I tak, wiem, że nikt nie skomentuje. (:

Gosia Rybakowska
  • Jak dla mnie dzisiejsza forma jest świetna i chętnie przeczytam więcej notek tego typu. ;)

  • „I tak, wiem, że nikt nie skomentuje” <— to kokieteria?
    :)

    Co zdanie, to coś nowego dla mnie. Odległego od wizji rzeczywiście nabytych wcześniej. Niekoniecznie tylko z rozmaitych podręczników.
    "(…) wiecznie zawieszona nad głową człowieka, agresywna boskość Dionizosa,
    czy też oddalone w czasie, lecz niezbicie obecne okrucieństwo Apollina (…)" – każda w zasadzie publikowana mitologia, niosła w posłowiu zapewnienia, że antropomorfizacja bogów, przypisywanie im niskich instynktów oraz znanych nam namiętności, to wyraz tego, że Grecy traktowali Olimp z – w najlepszym razie – pobłażliwością.
    Zgadza się – nie mam podstaw by się odnieść bardziej serio do Twojej tezy a tym bardziej by ją kwestionować. Frapuje mnie.

    Zastanawiam się – to za sprawą wspomnianych "notatek z filozofii" – nad różnicą między uprawnieniem jakie w antyku i w śreniowieczu dawano filozofom do dociekania istoty świata, substancji z jakiej jest zbudowany etc. Społeczeństwo, które tworzy szkoły filozoficzne wydające z siebie tezy o świecie tak dalece wyprane z odniesień do gniewu bogów, do ich udziału w stworzeniu – na słuch człowieka XXI-wiecznego wydaje się relatywnie mało skrępowane grozą "lęku bożego".

    Tak czy owak – wracając do finalnego pytania – od not podręcznikowych mam podręczniki. Wolę takie eseje :)
    Nawet jeśli nie mam narzędzi, by za tymi opiniami nadążyć :D

  • skajlajt

    Jakby nie było i tak wyszła opasła notka. Komentarz też. Przepraszam.

    Nie twierdzę, ze szkolne ramy to są te właściwe, ale nie mogłabym porównać starożytnego „mroku egzystencji” do czasów współczesnych. Pomijam wartości uniwersalne, bo człowiek zawsze był i jest taki sam, chciał i chce mniej więcej tego samego, ale nie mówimy, że to jest dar epoki, po prostu.. Grecy wymyślili swój sposób na widzenie świata – w rzeźbie, budowli i w myśli… to jest fundament, jak dla mnie nie jest mroczny, dla mnie to jest początek i sekret. W jaki sposób ta sztuka antyczna zakłamywała rzeczywistość? W taki, że tworzyła harmoijną prostotę i piękno?

    A człowiek? Byli tacy co i wtedy nie zgadzali się na zastaną rzeczywistość i dziś są tacy w naszym świecie – człowiek – nie zmienił się, to świat się zmienił, bardzo, zepsuł się, wróćmy do tamtego świata, do myślenia, o człowieku, o nas samych, do szczęścia, chciałabym sobie dziś na takie życie pozwolić. Nie wymjając greckiej łagodności. Chcę zamieszkać w Arkadii, I już.

    • GosiaRybakowska

      :))) Lubię takie długie komentarze. I lubię rozmawiać. Ale będę bronić swego – tamten świat wiał grozą, oczywiście na miarę tamtych ludzi. Nasz również – na naszą. Zastanawiam się czasem, jak byłoby, gdybyśmy zamienili się dziejowo – na ile poradzilibyśmy sobie z tamtym smakiem ciemności, przyzwyczajeni do naszego? Myślę, że Arkadia jest mitem tak naprawdę każdej epoki – a żeby w niej żyć, cóż. Może wystarczy odkryć dookoła siebie jej zalążki i rozwijać? :) Pozdrawiam i dzięki!