Blog o kulturze… i co dalej?

Chwilę po ósmej wieczorem poprzedniego dnia narodził się w mojej głowie pomysł na to, jak ostatecznie powinny wyglądać Okruchy Kultury. Okazało się, że leży on dość daleko od pierwotnej koncepcji bloga, nie ma bowiem nic wspólnego z newsowym, przetrawionym przez pop-kulturową manierę serwisem, który można byłoby zaliczyć do grona „kulturalno-informacyjnych”. Pomyślałam sobie, że nie mam ochoty czuć się związana konwencją, którą narzuca prowadzenie tego typu serwisu. Jaka to konwencja?

Taka, która charakterystyczna jest dla sporej części polskiego Internetu; jeśli chcemy być czytani, musimy pisać pod gusta czytelników i wyzbyć się większości indywidualnych opinii. Oczywiście, generalizacja, którą tu zastosowałam, jest krzywdząca – jeśli tak powiecie, będziecie mieli zapewne rację, bo zdarzają się wyjątki przeczące tej regule, ale… wciąż; mainstream nie bez powodu nazywany jest mainstreamem ;)

 

Dla mnie blog musi być czymś więcej – mieć osobisty, indywidualny charakter. Nawet za cenę braku poczytności, popularności i rozpoznawalności w Sieci. Za cenę zerowych wyników Google AdSense czy niebotycznego edgerank’u na Facebooku (ukłon w stronę tych z Was, którzy wiedzą, jak dziś promuje się siebie i swoje przedsięwzięcia w necie). Blog, którego polską wersję (anglojęzyczna istnieje już rok i ma się całkiem nieźle) niniejszym inauguruję, ma być czymś więcej niż alternatywnym sposobem na zarobienie kasy – ma być odmianą w stosunku do tego, co już możemy przeczytać w rodzimym Internecie.

Chciałabym, żeby Okruchy stały się miejscem, w którym zebrane zostaną przemyślenia oraz wiedza na temat wszystkiego, co wchodzi w skład naszej kultury; filozofia, sztuka, literatura, ale też muzyka, nauka… Z dala od komercji, z dala od współczesnego „ślizgania się” po tematach bez zagłębiania się w ich szczegóły.

Jeśli przeczytam tu choć jeden pozytywny, miły komentarz – będzie to świadczyło o moim sukcesie i będzie dla mnie najlepszą nagrodą.

Zapraszam :)

Gosia Rybakowska